|
| |
Cisza po wizycie Obamy...
I to by było na tyle, jeżeli chodzi o spełnienie
oczekiwań i mrzonek obecnego rządu...- Jan F. Kurkiewicz - 6 czerwca 2011
Prezydent
Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, Laureat Pokojowej Nagrody Nobla, Barack
Obama, nawiedził nasz kraj pod koniec maja. Dokładnie w dniach 28-29. Trudno
słowami opisać co media i tzw. politycy wyprawiali przed tą wizytą. Miał być
przełom, wyłom, rozwój, rozmach, wizy, stały kontyngent wojskowy, gaz łupkowy,
całe stada F-16 dzień i noc patrolujące nasze niebo, rakiety wykierowane w
naszego odwiecznego wroga (nie, nie chodzi o Niemcy, obecnie chodzi o Rosję) i
cała masa nieprawdopodobnych bzdur jakie tylko współczesny polski dziennikarz i
równie współczesny tzw. polski polityk może wymyśleć. Tzw. służby
wysiedliły pół Warszawy, ale gdyby mogły wysiedliłyby całą "stolyce" naszego
kondominium, ale nie było gdzie tego tałatajstwa przegonić. Nie można ich za to
winić, robiły co mogły i co (prawnie nie mogły) też. No i przyjechał, a potem
odjechał wraz z armadą samochodów, ochroniarzy, dziennikarzy i całą
menażerią robiącą ludziom wodę z mózgu. No, ale na tym polega demokracja...
***
Ponieważ teksty, które tworzę w "bulu" wielkim, przeznaczone są dla
potomnych, np. moich wnuków, na wstępie przedstawię czego, tzw. strona polska
oczekiwała od Prezydenta USA i na jakiej podstawie. Jeżeli chodzi o użyte
wcześniej sformułowanie "na jakiej podstawie" to z miejsca wyjaśniam, że na
podstawie wróżenia z fusów. Przejdźmy więc do oczekiwań:
1. zniesienie wiz - otóż Pan Prezydent IV/III RP, Bronisław Maria
Komorowski miał niemal 100% pewność, że Pan Prezydent USA, Barack Obama, jak
tylko na Okęciu wyląduje swoim zapyziałym Air Force One, to natychmiast, jeszcze
na schodkach samolotu i niewygaszonych do końca silnikach oraz przy dźwiękach
orkiestry dętej WP, wykrzyczy oświadczenie, że natychmiast znosi wizy dla
Polaków przybywających do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, a każdemu
przybywającemu narodowości polskiej, gwarantuje nocleg w hotelu klasy Ritz lub
wyższej. Wszystko na koszt podatnika amerykańskiego, czyli za free. Takie
oświadczenie wg Pana Prezydenta Bronisława Marii Komorowskiego było wręcz
oczywiste. Jedyną wątpliwość budził tylko noclegu u Ritza: czy jest to oferta
tylko bed & breakfast czy all inclusive.
Pan Prezydent Bronisław Maria Komorowski opierał swoją pewność na podstawie
dowcipu jaki opowiedział przebywając onegdaj w Białym Domu. Znając naszego
Prezydenta i Jego erudycje dowcip musiał być potężny, skoro spowodował widoczną
reakcję Prezydenta Obamy. No i wtedy padły słowa sakramentalne, że "problem wiz
zostanie załatwiony za kadencji Obamy". No i jak na dzisiaj został załatwiony
pozornie. Czyli nijak. A miało być tak pięknie...
2. gaz łupkowy - no jest duży sukces. Gaz łupkowy będą wydobywać
firmy amerykańskie. To chyba będzie pierwszorzędny interes i wzorując się na
starym skeczu w wykonaniu Panów Dziewońskiego i Michnikowskiego, można się w tym
miejscu zapytać: " a ile można na tym stracić?"... oczywiście z odpowiednim
akcentem. To będzie tak samo dobry interes jak z zakupem supernowoczesnych
samolotów F-16 i tzw. offsetem.
3. stacjonowanie wojsk amerykańskich na terenie IV/III RP -
oczekiwanie polskiego rządu jest chyba rodem z psychiatryka, ale takie są
oczekiwania rządu, a jak rządu to i społeczeństwa. Polskie społeczeństwo nie
może się doczekać kiedy w miejsce opuszczonych baz po wojskach radzieckich
wprowadzą się wojska amerykańskie. To oczekiwanie polskiego społeczeństwa
Prezydent USA jakoś obszedł bokiem , więc nie jest wiadomo jak to z tym będzie.
Ale nie powiedział nie, więc sprawa jest rozwojowa... Tym niemniej o sukcesie
dyplomacji trudno mówić, więc się nie mówi.
4. polskie niebo pełne amerykańskich samolotów co to dniem i nocą strzegą
nas przed "ruskimi "- no nie tak bardzo wyszło, ale jakieś samoloty
będą, tyle że okresowo, oczywiście jeżeli ten fakt nie zdenerwuje Rosji. Wizyta
Prezydenta USA jest pierwszą po tzw. resecie stosunków Stanów Zjednoczonych z
Rosją. Reset nie jest przypadkowy. Ma charakter strategiczny. Raczej z tych
samolotów będzie kicha.
5. wszędzie, gdzie tylko się da rozstawione amerykańskie wyrzutnie obrony
przeciwrakietowej - społeczeństwo polskie nie może bowiem sypiać
patrząc ze strachem w niebo, czy od wschodniej granicy nie nadlatują rakiety,
mające na celu zniszczenie naszej demokracji. No i tutaj też nie za bardzo
wyszło, a właściwie nic nie wyszło. Prezydent Obama podkreślił to słowami :
„Jestem dumny, że zapoczątkowaliśmy proces, który pomoże ustabilizować stosunki
między Stanami Zjednoczonymi, Rosją. Prezydent Miedwiediew jest tutaj naszym
ważnym partnerem w tym procesie. Mówiłem już na szczycie lizbońskim i
powtarzałem w ciągu kilku ostatnich dni, że obrona przeciwrakietowa jest to
temat, w którym powinniśmy współpracować z Rosjanami. Mamy wspólne zagrożenia
zewnętrzne i nie naruszy to równowagi strategicznej, na czym zależy Rosjanom, a
uważamy, że jest to bardzo ważne, że NATO zostaje odpowiedzialne za możliwości
obronne NATO.”.
I
to by było na tyle, jeżeli chodzi o spełnienie oczekiwań i mrzonek obecnego
rządu. Prezydent Barack Obama przybył do Polski mocno strapiony jak
również już zmęczony po wizytach w Irlandii, Wielkiej Brytanii i szczytem G-8 w
Deauville. Strapiony, bowiem chińscy hakerzy włamali się do systemów
informatycznych Lockheeda Martina i innych amerykańskich firm zbrojeniowych.
Była to więc raczej gospodarcza wizyta. Gospodarcza wizyta Baracka Obamy w Polsce nie
pozostawia wątpliwości, co do wyznaczonej Polsce roli w stosunkach
międzynarodowych. W Polsce też był jakiś "szczyt", ale nie przypuszczam, aby po
uczestnictwie w G-8 amerykański prezydent zdołał się połapać co to za "szczyt".
No ale szczyt Europy Środkowej się odbył i Prezydent USA na nim był. Z
najbardziej widowiskowych elementów wizyty Prezydenta USA było złożenie wieńców
przed Grobem Nieznanego Żołnierza oraz Pomnikiem Bohaterów Getta.
Po
złożeniu wieńców i krótkich rozmowach, raz to z polskimi kombatantami, a potem z
grupą społeczności żydowskiej, Prezydent USA miał pojechać do Pałacu
Prezydenckiego, gdzie w pozycji uniżonej oczekiwał go też prezydent, tyle, że
prezydent Polski. Niespodziewanie jednak kolumna pojechała do Headquarters Obamy,
czyli do Hotelu Mariott. Przyczyną zapewne były potrzeby fizjologiczne jak mówią
dobrze poinformowani, bo ku zdumieniu całego polskiego przywództwa Prezydent USA
ma również potrzeby fizjologiczne jak normalny człowiek. Zaskakujący to był
wielce fakt dla sztabu doradców organizujących całą paradę, ale nikt nie
przewidział takiego zdarzenia wcześniej. Po krótkim odpoczynku Prezydent USA
spotkał się w hotelu ze swoimi gorylami z formacji BOR, dziękując im wylewnie za
bohaterską postawę. Poczym przyjechał wreszcie do Pałacu na Krakowskim
Przedmieściu przywitać się z całkiem już markotnym Bronisławem Marią
Komorowskim. Tam miano sfinalizować wymienione powyżej oczekiwania, no ale
wyszło jak wyszło. Ciekawym momentem wizyty było spotkanie Prezydenta USA ze
styropianowymi kombatantami co najpierw komunizm obalili, a potem założyli nam
demokracje. W spotkaniu wzięli udział również przywódcy tzw. partii
opozycyjnych, no bo demokracja nie może istnieć bez opozycji. Spotkanie odbyło
się przy "okrągłym stole", bo jakże by mogło być inaczej.

I właściwie to by było na tyle, jeżeli chodzi o efekty wizyty zapisane po
stronie polskiej. Barack Obama przybył przecież do Polski zbadać lojalność
rządzących i opozycji. Upewnił się, że u steru w Polsce tkwi ekipa, która
zapewnia bezpieczeństwo korytarza transportowego Niemcy – Rosja. Ekipa ta
dopilnowuje, aby naród Polski finansował rosyjskie zbrojenia przez
monopolistyczne ceny surowców energetycznych. Upewnił się też, że to Amerykanie
będą decydować o stopniu finansowego drenażu Polski mając kontrolę nad
wydobyciem gazu łupkowego. Ponadto rząd Donalda Tuska zapewni dostarczanie
Stanom Zjednoczonym mięsa armatniego u granic Chin do Afganistanu przynajmniej
do 2014 r.
Mając taką wiedzę o wartości polskich "elyt" politycznych Prezydent Stanów
Zjednoczonych Ameryki Północnej wsiadł do swojego Air Force One i odleciał w
siną dal. Na płycie zaś lotniska polskie "elyty" polityczne z rozkoszą wciągały
w płuca smród spalonej nafty lotniczej. Będzie co powiadać potomnym, a ile
pamiętników powstanie na okoliczność tej wizyty, to ho ho...
Jan F. Kurkiewicz (emeryt w likwidacji)
6 czerwca 2011
|