|
Nasza rodzina Wehikuł czasu
Nasze okolice
Rozmaitości
Jan Chrzan
Ciekawostki z IV RP/III RP |
Raport z weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych... i co teraz ?
Ale zanim przejdę do własnego podsumowania raportu i swoich osobistych odczuć, przeczytajmy w całości felieton Stanisława Michalkiewicza, zamieszczony w tygodniku „Nasza Polska” - 10 października 2006, a więc ładny kawałek czasu temu... Autor zawarł w tym felietonie wszystko to, co ludzie w Polsce (albo tylko pewna grupa) chcieliby przeczytać w "raporcie "...
Felieton · tygodnik „Nasza Polska” · 10 października 2006 | www.michalkiewicz.pl Rozwiązanie Wojskowych Służb Informacyjnych było niewątpliwie dotkliwym ciosem dla „Ubekistanu”, ale jeszcze nie śmiertelnym. Świadczą o tym choćby pogróżki wyrzuconych funkcjonariuszy, że „w odwecie” mogą zacząć wykorzystywać swoją wiedzę w sposób groźny dla bezpieczeństwa państwa. Te pogróżki dowodzą nie tylko głębokiej demoralizacji tych ludzi, ale i słuszności decyzji o rozwiązaniu WSI. Jeśli raport Komisji Weryfikacyjnej potwierdzi informacje min. Macierewicza o penetrowaniu przez razwiedkę gospodarki, sceny politycznej i pozostałych dziedzin życia publicznego, to wszyscy będą mieli okazję przekonać się, że nasza „młoda demokracja” była tylko rodzajem dekoracji. Za parawanem stworzonym przez tę fasadę i pod osłoną demokratycznej retoryki razwiedka i pozostające na jej usługach mafie, wyprowadziły w pole całą resztę 38-milionowego narodu. Warto zwrócić uwagę, że dokonały tego stosunkowo łatwo, a to dzięki zdradzie, jakiej wobec narodu dopuściły się środowiska uważające się za społeczną elitę. Ta podstawiona przez Ubekistan rzeczywistość została przez znaczną część społeczeństwa uznana za autentyczną, wskutek uwiarygodnienia jej przez ludzi i środowiska kreujące się na rzeczników narodowych interesów, podczas gdy naprawdę rozgrywające z naszym okupantami swoje interesy klanowe. Znakomitą ilustracją tego przeniewierstwa są „protokoły mędrca Kuronia”, z zapisem oferty, jaką za pośrednictwem ubeków przedstawił on władzom stanu wojennego: władza dyskretnie pomoże wyeliminować z podziemnych struktur „ekstremę”, czyli politycznych konkurentów „lewicy laickiej”, a w zamian za to ona zagwarantuje uwłaszczonej w międzyczasie nomenklaturze zachowanie zarówno materialnego statusu, jak i pozycji społecznej w zmienionych warunkach ustrojowych i przy odwróceniu sojuszy. Z punktu widzenia klanu „lewicy laickiej”, czyli byłych stalinowców, którzy z różnych powodów pokłócili się z partią, Jacek Kuroń był politykiem bystrym, przebiegłym i skutecznym, bo to właśnie ta jego oferta stała się fundamentem umowy okrągłego stołu, będącej prawdziwą konstytucją III Rzeczypospolitej. Jednak z punktu widzenia reszty społeczeństwa, które nie tylko myślało, ale przez propagandę „lewicy laickiej” nieustannie było utwierdzane w przekonaniu, że Jacek Kuroń naprawdę walczy z komunistami o odzyskanie narodowej suwerenności, jego oferta była oczywistym oszustwem, a właściwie – co tu ukrywać – zdradą. W tej sytuacji chyba za wcześnie wołać „santo subito!”, jak chcieliby jego wyznawcy. Ale „protokoły mędrca Kuronia” nie są jedynym świadectwem zdrady. Innym, powodującym jeszcze większe rozgoryczenie, są coraz liczniejsze niestety informacje o ubeckiej agenturze w strukturach Kościoła katolickiego. Właściwie nawet nie tyle one, bo w końcu nic co ludzkie, nie jest nam obce – co obecne, gorączkowe wysiłki zmierzające do ukrycia tych informacji za wszelką cenę, również za cenę utrzymania agentów na dotychczasowych stanowiskach i za cenę związanego z tym ryzyka, że za ich pośrednictwem Ubekistan po staremu będzie manipulował jeśli nie całym Kościołem, to poszczególnymi jego agendami. Jeśli niektórzy hierarchowie próbują gromić tych, którzy tę agenturę ujawniają i podważać ich wiarygodność tym, że nie mogą oni dostarczyć najbardziej kompromitujących dokumentów, to powinni zdawać sobie przecież sprawę, że tych dokumentów dlatego może nie być w archiwach IPN, bo są w posiadaniu dawnych oficerów prowadzących, którzy dzięki nim nadal mogą manipulować swoimi konfidentami. Czy to nie dlatego właśnie ci, którzy się „nie zaciągali”, byli takimi gorliwymi zwolennikami pacyfikacji Radia Maryja? Nawet Stalinowi nie udało się zniszczyć Kościoła terrorem, bo naród ufał swojemu duchowemu przywódcy, nieugiętemu Prymasowi Wyszyńskiemu. Jednak obecna tchórzliwa taktyka zamiatania pod dywan może w perspektywie okazać się znacznie skuteczniejsza od stalinowskiego terroru. Czy na to właśnie oczekuje Unia Europejska w zamian za swoje subwencje? Wielu ludzi, którzy do tej pory sądzili, że mają do czynienia z rzeczywistością autentyczną, a nie podstawioną przez Ubekistan i jego pomocników, nie chce przyjąć do wiadomości, że zostali oszukani. Na nich właśnie liczy razwiedka i jej satelici, chociaż jednocześnie głęboko nimi pogardza, z całym cynizmem traktując jako towar do korzystnego przehandlowania. Żeby zachować dobre mniemanie o sobie, nie chcą poznać prawdy i gotowi są nawet kąsać rękę próbującą zerwać im z szyi niewolnicze obroże. Na własną zgubę wyjdą na ulicę, aby własną piersią zasłonić tych, którzy ich zdradzili. Można ich zrozumieć, chociaż trudno im wybaczyć, jeśli nawet nie wiedzą, co czynią. Inna sprawa z politykami: Bronisławem Komorowskim, Stefanem Niesiołowskim. Zupełnie nie można zrozumieć, dlaczego gotowi są utorować Jerzemu Szmajdzińskiemu drogę powrotu do władzy nawet własnymi ciałami. Stanisław Michalkiewicz *** Wiemy teraz co oczekiwano po raporcie sygnowanym przez znaną wszystkim nietuzinkową osobę, jaką jest Pan Macierewicz. A oczekiwano bardzo wiele, głównie za sprawą samego Autora raportu, który tak mimochodem podkręcał atmosferę. Media też nie zasypiały gruszek w popiele. Niestety. Moim zdaniem, długo oczekiwany przez wszystkie zainteresowane strony nic nie potwierdził, nie wykazał "zbrodniczej działalności" zlikwidowanych Wojskowych Służb Specjalnych, a tym bardziej już nie wykazał, że to razwiedka podstawiła nam obecną rzeczywistość... To, że KTOŚ nam tę rzeczywistość podstawił i kazał w niej konać, jestem o tym głęboko przekonany, ale raport nic na ten temat nie mówi. Raport przypomina raczej świetny cykl kabaretowy Marcina Wolskiego i Jacka Fedorowicza "60 minut na godzinę" nadawanego w Programie III Polskiego Radia, brutalnie przerwany 13 grudnia ogłoszeniem stanu wojennego. Przypomina satyrę z tego kabaretu pt. "Rękopis znaleziony w wannie". Osobiście nazwałbym raport jako "Rękopis znaleziony w szafie"... cóż bowiem można było napisać na podstawie materiałów znajdujących się jeszcze dzisiaj, po nieustannych zawirowaniach politycznych, w szafach oficerów WSI. Słynne szafy: dobre sobie, kto w szafach trzyma papiery których się boi, no idiotami to oni takimi nie są, a raczej nie byli... Szafy indywidualne oklejone są naklejkami typu „ściśle tajne”, „ewakuować w pierwszej kolejności” i takimi tam bzdetami, a w środku stare onuce, pomięty program naprawczy jakiegoś prowincjonalnego jbr, butelki po wódce i inne tajne rzeczy... Pozostaje jeszcze Tajna Kancelaria, a jakże, obszerna, ale trzeba się najpierw radzieckich spytać, w którym rzędzie co szukać. Aby sprawdzić takie zbiory potrzeba wykwalifikowanej kadry pracującej na trzy zmiany, a i tak zajmie około roku, aby przeprowadzić inwentaryzację. Tylko samą inwentaryzację. Liczy się bowiem każda kartka. A co z treścią ??? Zatem raport Pana Ministra Macierewicza jest tyle wart ile wart. Opisuje prastare "momenty" z życia wyższych sfer, jakieś handelki bronią, w dodatku niezbyt udane, "działalność gospodarczą" prowadzoną przez cwaniaków z WAT-u, jakieś przetargi o których wszystko było już wiadomo i przed rozwiązywaniem WSI, w dodatku z treści samego "raportu" bynajmniej nie wynika, że te nieudane przetargi to robota razwiedki. Raczej wynika całkiem coś innego... Jeszcze raz chciałbym podkreślić, że te niby sensacje mają wartość jedynie archeologiczną, a gdzie dzisiejszość... Po takim pożegnaniu jakie zorganizowano pracującym w tej formacji ludziom, ciężko jednak będzie coś się dowiedzieć... a nie można iść do przodu z głową ciągle odwróconą do tyłu... niby to takie oczywiste, a jednak nie dla wszystkich. Widać gołym, nieuzbrojonym okiem, że cała ta Komisja ds. likwidacji nie składała się z wybitnych fachowców, co to z niejednego pieca chleb jadali i na takiej robocie znają się doskonale. Owoc pracy wskazuje raczej na to, że była to grupka z łapanki, takie swojego rodzaju Marcinkiewicze, co to się na wszystkim znają i wszystkim mogą być. Wyraźnie widać, że praca pisana była "na grubość", a jak jakichkolwiek faktów zabrakło, to Komisja dołożyła instrukcje wewnętrzne, aneksy i takie tam papiery. Zamieszczono też "listę płac" czyli spis pracowników funkcyjnych ze stopniami, funkcjami i pełnymi nazwiskami, naruszając ewidentnie dobra osobiste tych osób. Autorzy widać uważali, że służba dla Polski jest taka wstydliwa. Czyniąc to zrobiono bardzo źle. Świadczy to wybitnie o niekompetencji oraz niefrasobliwości szacownej Komisji. Każde bowiem działanie powinno być konstruktywne, czyli krytykując dotychczasowy stan jednocześnie wprowadzać nowe, lepsze rozwiązania. Niekompetencja tzw. Komisji nie jest jakimś zaskoczeniem czy też niespodzianką. Jest to raczej oczywiste. Przecież cały PiS liczy sobie śmieszną ilość członków w skali kraju, a skąd wziąć ludzi którzy się na czymś znają....tym bardziej, że PiS bynajmniej o to nie zabiega. Partia ta zamachnęła się na duże przedsięwzięcie zarządzania państwem, tylko kim i kiedy chce to zrealizować. Jeżeli chce, oczywiście... I tak od wieków... "Rozwiązanie Wojskowych Służb Informacyjnych było niewątpliwie dotkliwym ciosem dla „Ubekistanu”, ale jeszcze nie śmiertelnym" napisał redaktor St. Michalkiewicz w pierwszym zdaniu swojego felietonu. Otóż śmiem polemizować z tym stwierdzeniem. Dotkliwy cios to poniosła Polska, my wszyscy. Ośmieszyliśmy się na całego. A przecież to my poniesiemy koszty tworzenia nowej służby. No bo jakoś to trzeba będzie zorganizować. Chyba, że sprywatyzujemy i tę "dziedzinę gospodarki" oddając ją w "leasing" nowemu Wielkiemu Bratu... Bo staje się coraz bardzie oczywiste, że Polacy nie potrafią rządzić się sami, muszą mieć jakiegoś protektora, który łaskawie posługując się starą zasadą "divide et impera", mówi co dobre, a co złe dla Polski... Sami potrafimy tylko niszczyć, obrzucać się błotem, bezpardonowo się zwalczać, a potem lecieć biegiem, pochlipując, na skargę do protektora... Biorąc pod uwagę oczywisty fakt, że po każdej czystce politycznej zostają najgorsi ludzie, sytuacja jest powiedział bym trudna, biorąc pod uwagę nastroje społeczne. No bo teraz w tym „odnowionym” WSI czy jak to się ma nazywać, to kto będzie pracował, ci sami z charakteru i wychowania tylko gorsi... no takie są już prawa czystek. Zatem, rozwiązanie WSI propagandowo jest podobno sukcesem, ale praktycznie nic nie wnosi, poza dalszym osłabieniem kolejnej „grupy zawodowej”. Bowiem wszędzie w najbardziej zawszonej i wstrętnej instytucji pracują ludzie uczciwi (wynika to z rachunku prawdopodobieństwa), którzy byli niechętni takim przemianom jakie proponowały nam do tej pory kolejne ekipy rządzące, czy raczej panujące. I jak uczy życie pewnikiem to oni stracili pracę... Podobno nie ma ludzi niezastąpionych, ale jednak... będzie trudno dobrać ludzi z ulicy do takiej pracy i mieć jeszcze jakieś sukcesy... Cała sprawa jest bardziej skomplikowana, niż się to na pierwszy rzut oka wydaje. Od czasu sławetnych obrad "Okrągłego Stołu" w Polsce cały czas trwa rewolucja. Rządy, partie, poglądy na świat, zmieniają się jak w kalejdoskopie, ten proces wydaje się nie mieć końca. Polska okazuje się była cała złożona wyłącznie z agentów służb specjalnych, swoich i obcych, liczba ich była i jest przeogromna... Co raz to inne ugrupowania oskarżane są o wrogą działalność, manipulacje, prowokacje, powoływane są Komisje śledcze, a liczba tych Komisji byłaby prawdopodobnie niezliczona, tylko tzw. polityków do ich obsadzenia nie starcza... Jakże trafne wydaje się zatem spostrzeżenie Dostojewskiego1 o rewolucjonistach "Oni wszyscy, ponieważ nie umieją prowadzić spraw, okropnie lubią oskarżać o szpiegostwo "... *** Nasz były Wielki Brat również zainteresował się dziełem Ministra Macierewicza; oto co donosiła w dniu 25.05.2007 Informacyjna Agencja Radiowa:
Od 15 maja raport WSI po rosyjsku ogląda codziennie około ośmiuset osób. Redaktor naczelny portalu powiedział gazecie, że raport jest dobrym materiałem źródłowym. Był publikowany w czterech odcinkach, żeby stopniować napięcie. Widać, że przekładem zajmowali się fachowcy. Nie tylko przetłumaczyli 163 strony raportu, ale poprawili niektóre oczywiste błędy - donosi "Dziennik". Jednego z generałów, który w oryginale błędnie występuje jako były szef KGB, nazwali naczelnikiem wydziału tej służby. Opozycja krytykuje Macierewicza twierdząc, że zrobił on Rosjanom wspaniały prezent. Politycy PiS nie widzą zaś niczego dziwnego w tłumaczeniu raportu na rosyjski. ***
17 lutego 2007 roku
|
|
|