4-go lipca 2010, po ciężkiej walce, Naród wybrał Prezydenta…

 

Naród, w imieniu Georga Sorosa, wybrał nam kolejnego Prezydenta wszystkich Polaków. Został nim, tym Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej, Bronisław Maria Komorowski. Walka o fotel i miejsce w Pałacu Prezydenckim na Krakowskim Przedmieściu była nad wyraz zacięta, bo nawet wszechwiedzące Autorytety oraz wiodące demokratyczne media były zadziwiająco rozdarte i tak jakby nawet obiektywne... Zarys walki o Pałac, w zarysie wyglądał następująco: W pierwszej turze wyborów prezydenckich z 20 czerwca 2010 uzyskał 6 981 319 głosów (41,54%), zajmując 1. miejsce spośród 10 kandydatów. Wszedł do drugiej tury głosowania razem z Jarosławem Kaczyńskim, który uzyskał poparcie na poziomie 36,46%. Otrzymał oficjalne poparcie ze strony kandydującego w pierwszej turze Andrzeja Olechowskiego i wspierającego go Stronnictwa Demokratycznego. Za jego kandydaturą opowiedziała się również m.in. Unia Pracy. W drugiej turze głosowania Bronisław Komorowski uzyskał 8 933 887 głosów ważnych, tj. 53,01%, wygrywając tym samym wybory, co zostało stwierdzone w obwieszczeniu i uchwale PKW z 5 lipca 2010. Sąd Najwyższy stwierdził ważność wyborów 3 sierpnia 2010.
No i jest ten Prezydent, ale jakby Go nie było...


***

 

Tyle oficjalnych cyferek i dat ku pamięci potomnym... Te demokratyczne harce i przyśpiewki z przytupem, jazda kandydatów  po bandzie, bajdurzenie niestworzonych rzeczy ogłupiałym obywatelom, czyli zabawa w demokracje kosztowała ca 121 mln PLN. Biorąc pod uwagę, że heca działa się w kraju liczącym onegdaj 40 mln mieszkańców to niby nie za wiele, ale mało też nie. Kosztowna ta demokracja, ale i uciechy sporo. Jako człek stary, który większość życia spędził w "mrocznych czasach PRL-u" myślę jednak, że może by tak powrócić do tych czasów  i wybierać tych następnych Prezydentów metodą sprawdzoną podczas wyboru Pierwszych Sekretarzy Komitetu Centralnego  ? Szybko, skutecznie, zebrać  tzw. delegatów, posadzić na jeden dzień w Sejmie, przegłosować, przeliczyć i po sprawie. Skutek taki sam, a jakie zyski... No bo te 121 mln PLN to koszty jakie podała PKW, a jakie są koszty społeczne nierządu trwającego kilka ładnych miesięcy? Muszą być spore skoro zaraz potem trzeba było ogłosić radosną wiadomość, że dla polepszenia bytu społeczeństwa i dalszego dynamicznego rozwoju gospodarczego, a także w celu schłodzenia rozgrzanej do czerwoności gospodarki trzeba podnieść podatek VAT...

Rozradowane społeczeństwo nie bardzo kontaktuje w sprawach gospodarczych, bo na dobrą sprawę obecnie powszechne są sytuacje, kiedy dzisiejsi 40-latkowie nigdy nie widzieli fabryki na oczy, a pojęcie "produkt" kojarzy im się wyłącznie z "produktem bankowym" czyli kredytem jaki wzięli na wakacje w Egipcie na podstawie renty swojej babci. Ale na miłość boską, coś tam się powinno wiedzieć, dlatego wkleiłem obok notkę prasową, która opisuje naszą świetlaną rzeczywistość. Może przy następnych wyborach młode i gniewne wschodzące tygrysiątka Europy oddadzą dowody swoim babciom i dziadkom, aby te i ci mogli jednak zagłosować???? No, ale miało być o wyborach...

No bo Prezydenta niby mamy, ale na dobrą sprawę nic to pewnego. Przynajmniej tak twierdzi główny oponent w turze drugiej Jarosław Kaczyński. Mianowicie, postawił on tezę, że gdyby nie katastrofa smoleńska, jego brat, Lech Kaczyński byłby nadal  Prezydentem IV/III RP, bowiem kadencja formalnie by trwała. Zatem Bronisław Komorowski stał się Prezydentem w drodze przypadku, z powodu śmierci Lecha. Trudno odmówić tej śmiałej tezie racji, zatem najtęższe głowy konstytucjonalistów zapewne nad tym przypadkiem pracują. Mam nadzieję, że w pracach biorą udział również psychiatrzy na których obecnie moda... Ale jak tu żyć z przypadkowym Prezydentem?

W czasie kiedy Naród wybierał Prezydenta na Krakowskim Przedmieściu część Narodu nadal czciła pamięć ofiar katastrofy. Niezawodni jak zwykle w chwilach tragicznych dla Ojczyzny harcerze, przytargali ogromniasty drzewianny krzyż i  postawili przed bramą pałacową. Na ten czyn Kancelaria Prezydenta zareagowała pospiesznie nakazując usunięcie tego świętego znaku. Naród mający przez lata wyćwiczone odruchy warcholstwa natychmiast ustawił się w kolejce, powołał odpowiednie organy reprezentatywne w postaci Komitetu Obrońców Krzyża, górnicy, hutnicy, stoczniowcy i bezrobotni zaciągnęli warty honorowe no i się zaczęło, bo światła partia PiS natychmiast wyczuła subtelności tej sytuacji i wsparła Obrońców ideowo, a Ojciec Dyrektor, duchowo.... Rozpoczęło się teatrum na świeżym powietrzu. Pana Prezydenta Elekta, a potem i tylko Pana Prezydenta krew omal nie zalała, ale cóż miał biedak począć jak przecież i On i Jego kompani w taki sam sposób rozwalali nasz kraj w czasach tzw. Solidarności i tzw. ruchów narodowo-wyzwoleńczych. Wtedy władza równie nieudolnie używała milicji i ORMO, ale przecież obecnej, demokratycznej, władzy nie wypadało naśladować "komunistycznych" siepaczy.  I teatrum trwało, ku radości gawiedzi i na pohybel Polsce. Co miesiąc, najlepsze  pisowskie głowy uroczyście składały wieńce i wygłaszali mowy o martyrologii i zabójstwie byłego Prezydenta.

Aż miarka się przebrała i połajana przez normalne społeczeństwo "władza" rzuciła do szturmu na "krzyżowców" doborowe oddziały policji i ORMO tfu.  Straży Miejskiej dowodzonej przez grupę księży ubranych w komże i wyposażonych w kropidła najnowszej generacji. Niestety po kilkudziesięciu minutach przepychanek, wśród wycia dewotek, oddziały szturmowe odstąpiły. Krzyżowcy wygrali... Wśród przegranych znalazła się i władza i ... Kościół Katolicki, którego przedstawicieli krzyżowcy zwyczajnie olali. Była to generalnie świetna lekcja historii dla młodego pokolenia, które oglądając te pożałowania godne scenki zaśmiewała się do łez. Tedy ja stary, wychowany w PRL-u, musiałem im tłumaczyć, że śmiać się nie ma z czego. Trzeba raczej wiać. Bo ja też się tak śmiałem w latach 80-tych, gdy grupki opłacanych przez CIA i JPII dewiantów próbowały obalić potężne, jak mi się wydawało, państwo Polskie. Jednak władza ówczesna była podobnie nieudolna jak obecna i dzisiaj w wyniku ich nieudolności mamy tzw. demokracje i wszechobecną biedę. Więc droga młodzieży, nie ma co się się śmiać: trzeba albo stanąć po stronie legalnej władzy i lać po łbach, albo wiać. Za granicę, bo co tu po was ?

Tymczasem upłynęło trochę czasu i władza wykorzystała znany polski "słomiany ogień", bowiem nastawały dni chłodniejsze, krzyżowców ubywało i pewnego dnia funkcjonariusze BOR krzyż zabrali do kaplicy  w Pałacu Prezydenckim ku rozpaczy, albo może radości samych obrońców. Tak więc problem został czasowo rozwiązany, ale "prawdziwi Polacy" oraz " jeszcze bardziej prawdziwi Polacy" zapowiadają walkę do ostatniej kropli krwi. I sam Pan Bóg zapewne nie ma w tej chwili gotowego rozwiązania tej kwestii i zapewne pracują nad tym zagadnieniem całe tabuny aniołów i innych skrzydlatych specjalistów niebiańskich od sytuacji kryzysowych. Czas pokaże co dalej będzie...

 

Jan F. Kurkiewicz (emeryt w likwidacji)

6 październik 2010

 

 

Design by: Izabela Kurkiewicz

Copyright (c) 2006 - 2012. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Hit Counter