Miniony rok rokiem wyborów... jaki będzie ten nowy ?

 

Opisać miniony rok to trudna sprawa, bowiem w tzw. życiu publicznym działo się bardzo wiele. Mianowicie spadł samolot wyładowany po brzegi tzw. elitą narodu, z samym urzędującym Prezydentem i Jego Małżonką na czele. Spadł zaś tak skutecznie, że wszyscy na pokładzie zginęli. W następstwie tej katastrofy zostały ogłoszone wybory nowego Prezydenta i Naród wybrał Prezydenta. Jeszcze wrzawa nie ucichła po prezydenckich wyborach, a tu ogłoszono następne wybory tzw. samorządowe, które może były nawet ważniejsze od wyborów prezydenckich, bo w samorządowych Naród starł się o kasę. O dużą kasę. Wybory się odbyły i cała masa wybrańców Narodu dostała intratne stołki płatne z budżetu, czyli płatne wysoko. W międzyczasie przez kraj przewaliły się dwie ogromne fale powodziowe niszcząc dorobek życia tysięcy Polaków, ale ich narzekania i płacz były dla rządzących jak brzęczenie much. Jeżeli ktoś zainteresował się powodzianami to jedynie w celach propagandowych. Jeżeli zaś chodzi o sferę czysto gospodarczą, to w zasadzie można zaliczyć mijający rok do stabilnych. Oznacza to, że gospodarka stabilnie idzie na dno, orkiestra gra, rząd wydaje regularnie oświadczenia o doskonałym stanie finansów, dług publiczny osiągnął niewyobrażalną kwotę 3 bilionów PLN,  tzw. kreatywna księgowość osiąga szczyty swoich możliwości, podobnie jak i w innych krajach Unii Europejskiej. Kraj zarządzany jest zatem dobrze, bowiem bogaci się bogacą, a biedni biednieją. Tak było od zarania dziejów, czyli od kiedy Fenicjanie wynaleźli pieniądz, a Grecy demokrację.

***

Oczywiście takie przedstawienie sytuacji Polski i jej mieszkańców to ogromne uproszenie, to zaledwie zarys "roku wyborów" i to w dodatku zarys w streszczeniu. Naród bowiem pod przewodnictwem wszechobecnych mediów, Kościoła (nota bene też podzielonego) oraz świeckich autorytetów dokonywał i dokonuje wyborów nadal. Zaraz po tragicznej katastrofie Naród musiał wybierać pomiędzy dwiema hipotetycznymi wersjami dotyczącymi przyczyn katastrofy, a mianowicie:

- katastrofa lotnicza spowodowana niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi oraz błędną decyzją załogi (kolejne podziały: kto faktycznie kierował samolotem, kto kierował wycieczką, po co ta wycieczka, dlaczego samolot wystartował z Warszawy nie mając prognozy pogody na lotnisku docelowym itp),

- zamach spowodował katastrofę (kolejne podziały: samolot zestrzelony, wytworzenie sztucznej mgły, bomba paliwowo-powietrzna, pijani kontrolerzy na lotnisku smoleńskim, czarna magia rządów PO itp),

Tylko pozornie to co piszę wygląda na jakiś idiotyzm, chorobę psychiczną czy inną dolegliwość. Otóż zaznaczam z całą stanowczością, dla  wiedzy potomnych, żem zdrów całkowicie na umyśle pisząc te słowa. Dzisiaj jest 31 grudnia 2010 roku, a wszystkie wymienione wyżej linie podziałów pomiędzy Narodem istnieją nadal, ba, wręcz się pogłębiają. Znając Polaków oraz możliwości Instytutu Pamięci Narodowej, temat ten będzie drążony do końca świata nowożytnego, z takim samym skutkiem i z taką samą zaciekłością. Powołanych może zostać kilka Komisji Sejmowych, które będą obradować, przesłuchiwać, oskarżać i rwać szaty na sobie na wzór niejakiego Rejtana. Powstanie wiele prac naukowych pod którymi podpiszą się uznane powszechnie autorytety i celebryci, a każda będzie głosiła inną prawdę. Bo tylko prawda może nas wyzwolić, a ta jak już nam wiadomo, jest raczej określeniem względnym. I każde pokolenie ma swoją prawdę i swoich patriotów i swoich prawdziwych Polaków...

W takiej to atmosferze Naród musiał wybrać Prezydenta, z których jeden był zwolennikiem teorii wypadku lotniczego, drugi zaś głosił teorię zamachu dokonanego przez Moskali lub inne nieczyste siły, ze wskazaniem na Platformę Obywatelską. I niech czytający te słowa nie myślą, że był to łatwy wybór. O nie. Narodem wstrząsały raz po raz, a to paroksyzmy śmiechu, a to ataki rozpaczy, w zależności od przynależności partyjnej. Nawet media pogubiły się w tym wszystkim, nie wyłączając stacji TVN. Targany wewnętrznymi sprzecznościami, rozterkami Naród jednak musiał wybrać i wybrał 4 lipca 2010 Bronisława Marię Komorowskiego na Prezydenta Polski.

Po tym wyborze udanym jak wszystkie wcześniejsze poczynania Narodu, wrzawa zamiast ucichnąć rozgorzała na nowo z jeszcze większą siłą. Wszędzie stawiano pomniki zmarłego Prezydenta, pospiesznie zmieniano nazwy ulic aby uczcić tego Wielkiego Męża co to wziął i zginął pod Smoleńskiem w obronie naszej polskości. Rząd przyglądał się temu z wybałuszonymi oczami i patrzył się na to teatrum nic nie robiąc. Prawdę powiedziawszy nic nierobienie, to akurat rządowi wychodzi najlepiej więc może to i dobrze wyszło. Tymczasem odbywały się nowe wybory pomiędzy "prawdziwymi Polakami" oraz "jeszcze bardziej prawdziwymi Polakami" a i "najbardziej prawdziwi Polacy" gruszek w popiele nie zasypiali. O ile wybory prezydenckie, to właściwie sprawa dla zdecydowanej większości Polaków  raczej bez znaczenia, to wybory samorządowe mają wielką wagę. Trzeba bowiem uwzględnić fakt, że odbywają się one w kraju, gdzie 80% stanowisk pracy to etaty tzw. budżetowe, jak nie bezpośrednio to pośrednio. To czysty pieniądz dla wybranego z wybranych jak i jego rodziny. Tu nie ma już żartów. W takim momencie dla każdego prawdziwego Polaka, bez względu na orientację seksualno-polityczną zaczynają się schody, bowiem całe 5 lat dopływu stałego, pewnego pieniądza nie można sobie ot tak odpuścić.

Jednak dla wtajemniczonych graczy, którzy poznali już zalety tzw. demokracji, sprawa była dosyć prosta. Przez te 20 lat demokracji dostatecznie okrzepli na swoich stanowiskach, poznali środowisko, nauczyli się grać w golfa, nauczyli się przegrywać w krykieta do kogo trzeba, aby obawiali się takich tam wyborów. Tym niemniej zadbać trzeba było "po gospodarsku", pochodzić po domach, pościskać się z mieszkańcami, przecież od tego się nie umiera. A potem 5 lat spoko...

I tak, przy śmiesznie małej frekwencji wybory się odbyły. Jedyną może niespodzianką, a może nawet nie niespodzianką, była kompletna i totalna porażka partii "najbardziej prawdziwych Polaków" czyli Prawa i Sprawiedliwości, którą nieliczni wyborcy dosłownie zmietli z prowincjonalnych stołków. W zdecydowanej większości przypadków wygrali starzy wyjadacze, bezlitośnie strącając w nicość swoich kontrkandydatów którzy ośmielili się z nimi konkurować. W nicość polityczną i materialną oczywiście. Prawdziwi wygrani, czyli miejscowi tzw. biznesmani, uśmiechali się w swoich rezydencjach i delikatnie upili łyk szampana z kryształowych kielichów. To ich wybory i ich wygrana. Przetargi bowiem piechotą nie chodzą i trzeba jednak trochę wcześniej zainwestować, aby wszystkim żyło się lepiej i dostatniej... Media zaś, ślepe i  głuche na niską frekwencję, na ewidentne przekręty, na zgniliznę moralną całego tego cyrku, zadęły w trąby i ogłosiły wszem i wobec: wygrała Polska. I niech by tylko ktoś się sprzeciwił...

I tak Naród wybierał sobie wybrańców narodu przez okrągły rok, a pieniędzy ubywało i ubywało.... ale kto by się tam martwił takimi drobiazgami jak w grę wchodzi Bóg, Honor i Ojczyzna... Teraz jeszcze media wygonią Naród na przymusowego Sylwestra na ulicy, Naród wypije niezliczone butelki sztucznego szampana, odpali miliony chińskich fajerwerków, pourywa setki rąk, wypali sobie dziesiątki oczu i absolutnie przeświadczony, że zaznał światowego życia, powróci zmarznięty i skacowany do swych nor w blokowiskach z wielkiej płyty, co to jeszcze komuchy pobudowały...

Prezydent wszystkich Polaków, Bronisław Maria Komorowski, wygłosił tzw. orędzie do narodu, a że chłop nie ma zdolności krasomówczych, namęczył się przy tym srodze, ale i mówił też niestworzone historie, tak że na dobrą sprawę nie bardzo było wiadomo, czy te orędzie wygłasza przed czy po spożyciu. Merytorycznie, gadanie Pana Prezydenta przypominało równie krasomówcze popisy Władysława Gomułki.

A jutro znów będzie nowy dzień, dzień radosny i szczęśliwy, bo znowu Polska wygrała... A w roku 2011 znowu wybory. Do Parlamentu tym razem...

 

Jan F. Kurkiewicz (emeryt w likwidacji)

31 grudnia 2010

 

 

Design by: Izabela Kurkiewicz

Copyright (c) 2006 - 2012. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Hit Counter