|
Nasza rodzina Wehikuł czasu
Nasze okolice
Rozmaitości
Jan Chrzan
Ciekawostki z IV RP/III RP |
I stała się rzecz niebywała...Marszałek Ludwik Dorn napisał do mnie list... - Jan F. Kurkiewicz - 10 października 2007
Ludwik Dorn - dorn.blog.onet.pl
Szanowny Panie Wykształciuchu, Jeśli powołałem Pana do pełni społecznego istnienia, to nic dziwnego, że poczuwam się do odpowiedzialności za Pana (społeczne ojcostwo rodzi wszak obowiązki) i nie jest mi obcy ból, który odczuwa Pan gorączkowo usiłując odpowiedzieć na pytanie: na kogo głosować 21 października tego roku. Chcę Pana przekonać, by głosował Pan na partię Prawo i Sprawiedliwość (lista nr 6) - formację, której współzałożyciel Pana też w symbolicznym sensie spłodził. Wiem, że Pan za mną nie przepada. Boleję nad tym, ale jestem przekonany, że Pańska niechęć bierze się z nieporozumienia. Uznał Pan, że akt nazwania z mojej strony był zarazem aktem odrzucenia i potępienia. Nic bardziej błędnego, ale by to wyjaśnić trzeba zastanowić się przez chwilę kim Pan jest, skąd Pan przychodzi i dokąd podąża. Jest Pan, Drogi Panie, osieroconym, wiszącym w społecznej pustce dzieckiem Wielkiej Zmiany, w tym wielkiej rewolucji oświatowej, która się po 1989 roku w Polsce dokonała. W 1989 roku było w Polsce ok. 1,9 mln ludzi z wykształceniem wyższym, obecnie – to ponad 5 mln. Ta rewolucja oświatowa złączona była i jest z fundamentalną zmianą struktury społecznej, politycznej, gospodarczej. Otóż, drogi Panie, każda Wielka Zmiana łączy się z wyrwaniem przez jej zakres, dynamikę i głębię ludzi z ich dotychczasowych grup społecznych i układów odniesienia; każda Wielka Zmiana wykorzenia, czy „wysferza” tych, którzy ją tworzą lub w niej uczestniczą. A odnosi się to tak do dzieci rolników, robotników, rzemieślników, jak i dzieci inteligentów, bo wysferzyć się, wykorzenić może także potomek od pokoleń inteligenckiej rodziny. Pan jako Wykształciuch jest właśnie wykorzenionym absolwentem wyższej uczelni, który swoją tożsamość buduje nie na poczuciu ciągłości i zobowiązań społecznych, ale na ich odrzuceniu. Oczywiście wielka zmiana nie wykorzenia każdego. Jestem przekonany, że większość spośród tych, którzy w ciągu minionych kilkunastu lat zdobyli wyższe wykształcenie nie „wysferzyła się”, zachowała więź ze środowiskami, z których wyrosła, darzy je szacunkiem i funkcjonując w nowym otoczeniu i nowych ramach społecznych zachowuje poczucie ciągłości. Niemniej obok grupy społecznej, która tradycyjnie absorbowała ludzi z wyższym wykształceniem, czyli polskiej inteligencji oraz dużo węższej grupy, która swoją tożsamość, a przez to także swoje rozumienie lojalności i zobowiązań wobec innych grup społecznych i całej wspólnoty, buduje na importowanym etosie pracy i odpowiedzialności wysokokwalifikowanych profesjonalistów, pojawiła się masa takich jak Pan – bezprzydziałowych Wykształciuchów. Pan i Panu podobni zbudowaliście namiastkę tożsamości na resentymencie i odrzuceniu tych środowisk, z których wyszliście, bo w czasie Wielkiej Zmiany poczucie ciągłości i lojalności wydało się wam ograniczeniem i ciężarem. Przecież społeczne korzenie przeszkadzają w biegu do przodu. Przecież wartości polskiego inteligenta, robotnika, rzemieślnika, chłopa wydawały się tak beznadziejnie niedostosowane do nowoczesnego świata. Przecież ten nowoczesny świat, zmodernizowana Polska to miało być królestwo oddane Panu w niepodzielne władanie. Wybrał Pan świat społecznej i aksjologicznej pustki, bo pustkę łatwo zapełnić samemu. Ufundował Pan swoją sprawę na nicości, bo łatwo zostać cesarzem niczego. Taki Pan jest, a mimo to zwracam się do Pana, by oddał Pan swój głos na listę Prawa i Sprawiedliwości i jestem przekonany, że trud mój nie będzie do końca daremny. A przekonanie to wspieram na przesłankach następujących: Po pierwsze, ma Pan prawo czuć się oszukany przez tych, którzy Pana
zapewniali, że Wielka Zmiana tworzy pusty obszar, swego rodzaju ziemię obiecaną,
a przypadnie ona Panu. Wszedł Pan na nią i okazało się, że jest ona już
wygrodzona, poprzedzielana niewidzialnymi barierami. Pracował Pan ciężko, chciał
zostać adwokatem lub notariuszem i odbił się Pan od korporacyjnej bariery.
Pracował Pan ciężko, założył małe przedsiębiorstwo, z wysiłkiem przekształcił je
w średnie i chciał wypłynąć na wody wielkiego biznesu i odbił się od bariery
układu. Pracował Pan ciężko przygotowywał się do realizacji dużego zamówienia
publicznego i sprzątnął je Panu sprzed nosa konkurent posuwając walizkę z
pieniędzmi pod stołem. Inni wcześniej rozpoznali to wielkie oszustwo. Pan żywił
się złudzeniami tak długo, że teraz przepełnia Pana gorycz. Po drugie, zwracam się o Pański głos, bo sądzę, że zawsze woli Pan być po stronie silniejszych batalionów, a silniejsze bataliony ma moja partia. Tu nie chodzi tylko o przewidywane zwycięstwo w wyborach, choć dla Pana i dla mnie nie jest to bez znaczenia, ale przede wszystkim o głębokie przeświadczenie, iż w przeszłość odchodzi III Rzeczpospolita, jej społeczny kształt i szczególna rola jaką odgrywały jej elity, dla których Pan wraz z ogółem Wykształciuchów był swego rodzaju mięsem armatnim. Nawet jeśli po wyborach dojdzie do zawiązania koalicji strachu przez panów Kwaśniewskiego, Tuska i Pawlaka, to jest jasne, że kształt przyszłości będziemy nadawać my. A odnoszę wrażenie, że po prostu lubi Pan być z tymi, którzy kształtują przyszłość. Po trzecie, zwracam się o Pański głos, bo czci Pan sukces, a dzisiaj w życiu politycznym sukces to my. Wiem, że do 2005 roku, a zwłaszcza w latach dziewięćdziesiątych miał nas Pan w głębokiej pogardzie. Ot, grupka oszołomów, żałosnych maniaków bełkocących coś o zasadach, korupcji, antykomunizmie, prawie i sprawiedliwości. Ale ku Pańskiemu zaskoczeniu sytuacja zmieniła się diametralnie. Dziś nasi przeciwnicy użalają się, labiedzą i kraj ponad 6-procentowego wzrostu gospodarczego przedstawiają jako dotknięty załamaniem gospodarczym. Czyż nie są groteskowi? Akt wyborczy określa świadomość i samoświadomość głosującego. Niech Pan powie szczerze: Pan człowiek nastawiony na sukces. Jaki Pan czuje polityczny i moralny związek z formacjami żalących się na los frustratów? Czy chce Pan przez najbliższe cztery lata żyć ze świadomością, że wspierał Pan przegrywających z powodu własnej nieudolności? Dlatego apeluję do Pana, by 21 października zacisnął Pan – jeśli trzeba –
zęby i głosował na PiS. A ponieważ to będzie niedziela polecam Panu lekturę
przypowieści o robotnikach ostatniej godziny. *** I stała się rzecz niebywała... po przeczytaniu tego listu gorzko zapłakałem. A przecież chłopaki nie płaczą, tak przynajmniej się uważa. Ale słowa tego listu załamały mnie całkowicie. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko fakt, że już od ponad trzech lat przebywam wraz z rodziną w celi śmierci (Trzy lata w celi śmierci...), a według wszelkich nauk medycznych i socjologicznych powinienem dawno zemrzeć, a trwam. Jednak to trwanie jest coraz słabsze stąd te łzy... List uświadomił mi bowiem z całą brutalną szczerością, że jestem "osieroconym, wiszącym w społecznej pustce dzieckiem Wielkiej Zmiany", jestem czymś w rodzaju chińskiego kulisa, który stanął w obliczu Wielkiego Marszu... w dodatku zostałem przez ten Wielki Marsz osobnikiem "wykorzenionym" społecznie, czyli jestem opuszczony przez Ludwika Dorna, rządzące partie polityczne oraz wyrzekł się mnie Bóg... Wina moja jest bezsporna: oto ja, marny wykształciuch, ciężko pracowałem dla dobra mojej Ojczyzny przez ponad 35 lat, ale przecież to nie była właściwa Ojczyzna. To była tylko chińska podróba pod nazwą PRL. W dodatku nie należałem do jedynie słusznej w owym czasie partii, wiodącej masy świetlaną drogą na podobieństwo Partii obecnych dzisiaj na tzw. scenie politycznej... Teraz po roztrwonieniu przez wiodące partie dorobku kilku pokoleń Polaków, równie naiwnych jak ja, pozostałem bez pracy, bez środków do życia, bez nadziei, w czyśćcu wspomnień o minionych dobrych, ale jakże niesłusznych czasach... W jednej chwili pojąłem, że aby powrócić na drogę prawdy i dobrobytu duchowo-materialnego wystarczy zagłosować na " na partię Prawo i Sprawiedliwość (lista nr 6) "... zaciskając przy tym czynie zęby. A jak to już uczynię to stanie się w moim życiu jasność: Pierwsza Dama przeczyta napisane do Niej moje błagalne listy, dostanę pracę (może być najniższa płaca krajowa) a i moja rodzina nie będzie więcej przymierać głodem. Ponadto odzyskam utracony wzrok i przestanę widzieć Polskę jako kraj " dotknięty załamaniem gospodarczym"... Czyli stanie się świat według Dorna, wszystko będzie lepsze... a ponadto poprawi mi się komfort psychiczny. Na koniec listu Ludwik Dorn stawia bowiem podchwytliwe pytanie: " Czy chce Pan przez najbliższe cztery lata żyć ze świadomością, że wspierał Pan przegrywających z powodu własnej nieudolności? "... Ja, stary recydywista wykształciuch, akurat nie przeżyję tych czterech lat z tej prostej przyczyny, że nie mam środków do życia, ale co mają zrobić inni mający się świetnie na państwowych posadkach... Odpowiedź na powyższe kwestie tylko pozornie wydaje się prosta i
oczywista... Jan F. Kurkiewicz (w likwidacji) 10 października 2007 roku
PS. Ponieważ otrzymałem sporo elektronicznej korespondencji w związku z poruszonym powyżej tematem, szczególnie zaś w kwestii dotyczącej terminu "wykształciuch" pozwolę sobie własną interpretację tego zwrotu: Nie mam żadnych obaw związanych z określaniem samego siebie jako "wykształciucha".
Cytowana przez większość respondentów definicja Pana Rafała Ziemkiewicza 1
nie oddaje ducha i istoty słowa użytego przez Sołżenicyna (ros. образованщина,
tłumaczenie Romana Zimanda). W polskich realiach
znaczenie tego radzieckiego słowa nie ma praktycznie już zastosowania. Miało w
latach stalinowskich, kiedy to powołano specjalny rodzaj szkół
"krótkoterminowych" dla utrwalających władzę polskich komunistów. Dzisiaj ci
ludzie z reguły już nie żyją, lub cierpią na demencję starczą... Kto jak kto,
ale Pan Rafał Ziemkiewicz powinien to wiedzieć i pewnie wie, a pisze bo tak Mu
do czegoś te pisanie pasuje...
Jan F. Kurkiewicz (w likwidacji) 15 października 2007 roku
|
|
|