Katastrofa polskiego samolotu pod Smoleńskiem...

 

Katastrofa polskiego samolotu rządowego w Smoleńsku – katastrofa lotnicza, do której doszło 10 kwietnia 2010 o godzinie 8:41 czasu polskiego (10:41 czasu lokalnego). W katastrofie zginęło 96 osób, w tym prezydent Polski Lech Kaczyński. Samolot Tu-154M, nr boczny 101, przewożący m.in. prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego z małżonką na uroczystości związane z obchodami 70. rocznicy zbrodni katyńskiej, rozbił się ok. 350–500 metrów od początku pasa startowego, 150 metrów na lewo od jego osi na lotnisku Smoleńsk-Siewiernyj w Smoleńsku. Ze wstępnych ustaleń wynika, że samolot zahaczył lewym skrzydłem o drzewo lub o maszt naprowadzający, przy próbie lądowania we mgle, 1050 metrów od lotniska. Katastrofy nikt nie przeżył.

***

Tyle sucha wzmianka prasowa. Po kilkudziesięciu latach nie będzie nic ta wiadomość znaczyła dla większości Polaków. Nic poza tragedią ludzi i ich rodzin... Ale tu i teraz ta katastrofa zainicjowała wiele ciekawych, wręcz egzotycznych w wymowie faktów. Faktów i wzruszających, i haniebnych, i zdumiewających i kompromitujących. Nauka zwana historią poniosła w związku z tą katastrofą totalną porażkę.  A wszystko za sprawą mediów...

Prezydentura Lecha Kaczyńskiego nie należała do udanych, bowiem wszystko lub prawie wszystko, co można było zepsuć, zdewaluować, ośmieszyć to Pan Prezydent tego dokonał. Nawet ów tragiczny "przerwany lot" był bezsensowną demonstracją niezadowolenia wiecznie obrażonego na wszystkich Pana Prezydenta. Nie był też lubiany za swój lekceważący stosunek do społeczeństwa. Zasłynął, jeszcze jako Prezydent Miasta Warszawy, z doskonałego medialnie określenia,  skierowanego pod adresem ubolewającego nad swoim losem warszawiaka. Brzmiało ono "spieprzaj dziadu"... I na tą okoliczność, krążą po necie  w odpisach, ostatnie słowa jakie mógł teoretycznie usłyszeć nieszczęsny pilot nieszczęsnego samolotu od Pana Prezydenta, a miały one brzmieć "ląduj dziadu"... Wolne i niezależne media :-)) naszego demokratycznego kraju też nie oszczędzały i Pana Prezydenta i Pani Prezydentowej, czemu trudno się w zasadzie dziwić. Nawet przezacny Ojciec Dyrektor miał w tym swój udział.

Wiadomość o katastrofie pod Smoleńskiem  nikogo, poza zdecydowanymi kanaliami, nie uradowała, ale to co pokazały media przeszło najśmielsze wyobrażenia o otaczającej nas rzeczywistości. Widać Sir George Soros, Ojciec Narodów Świata, właściciel praktycznie wszystkich mediów na naszym globie, przeprowadził na narodzie polskim wielki eksperyment socjotechniczny. Korzystając ze swojej rozbudowanej rezydentury w wyzwolonej Polsce, a mianowicie z dzielnej załogi Fundacji im. Stefana Batorego, kanałów TVN, grupy ITI i innych, których nie ma potrzeby wymieniać sprawił, że po tragicznej śmierci Pan Prezydent stał się w oka mgnieniu wybitnym mężem stanu, przy którym Prezydent Barack Obama to mały pikuś. Wszystkie dostępne w Polsce kanały pokryły się czernią, ogłoszono żałobę narodową na długie tygodnie, a zwykle wściekli i nieobiektywni w każdej bez wyjątku sytuacji dziennikarze, a zwłaszcza dziennikarki, darły na sobie szaty jak zawodowe arabskie płaczki. Szczytem hipokryzji okazała się telewizyjna dziennikarka "śledcza" Olejnik, znana z cynizmu i bezwzględności, wyjątkowo złośliwa wobec prezydentury Lecha Kaczyńskiego, tym razem łkała i zawodziła na żywo przed kamerami, a wtórowała jej ... Jolanta Kwaśniewska.
 

Nic dziwnego, że Naród właściwie zrozumiał intencje Georga Sorosa i natychmiast, jak przystało na naród europejski, co to pierwszy obalił komunizm i wydał na świat Jana Pawła II oraz Kuklińskiego, rzucił się pędem pod Pałac Prezydencki, aby osobiście sprawdzić co też takiego zaszło tam naprawdę, skoro w telewizorni wszyscy łkają i beczą wniebogłosy. Tam już na Naród czekały niezliczone kamery, mikrofony i kwiat polskiego dziennikarstwa, aby zadać Narodowi pytanie: jak Pani/Pan wyobraża sobie dalej życie bez ukochanego Pana Prezydenta i równie ukochanej Pani Prezydentowej ?... Naród odpowiadał, jednym głosem, że sobie nie wyobraża i właściwie to wolałby sam pod tym Smoleńskiem rozmlaskać się o przeklętą smoleńską ziemię, niż tak teraz pozostać bez Pana Prezydenta. I tak to trwało i trwało dni całe, aż gruchnęła wieść " na Wawel Go", a potem, po chwili refleksji "na Wawel Ich" jako, że była przecież i Pani Prezydentowa. Ta wieść otrzeźwiła pewną część Narodu, kilku czołowych celebrytów wystosowało nawet list otwarty, że to może przesada i kto to wymyślił, ale generalnie wszyscy byli za, tym bardziej, że żałobę przedłużono, a już co jak co, Polacy żałoby wręcz uwielbiają.
 

To co wygadywano  w telewizorniach wszelkiej maści politycznej na temat zasług Nieboszczyków, trudno opisać, łzy same się cisną do oczu, bo oto na naszych oczach dokonywał się cud medialny i niezbyt lubiany człowiek stawał się Santo Subito. Dowiadywaliśmy się o dokonaniach, których zwykły Kowalski nawet się nie domyślał, ba nawet w obliczu ognia piekielnego nigdy by nie powiedział, a dziennikarze powiadali. I nastał ten dzień, i zawieziono pozostałości pary prezydenckiej na Wawel i w  przedsionku krypty Marszałka, zamurowano w sarkofagu z alabastru pod Wieżą Srebrnych Dzwonów. Nie obyło się bez manifestacji za, a nawet przeciw, ale w demokratycznym kraju nikt się takimi drobiazgami nie przejmuje.

Zgodnie z wieloletnią polską tradycją kolejkową, do krypty pod Wieżą Srebrnych Dzwonów, natychmiast ustawiły się długie kolejki prawdziwych Polaków, nieutulonych w żalu, stojących wytrwale w deszczu i spiekocie, aby móc dotknąć prawdziwego alabastru i móc potem opowiadać na kombatanckich spotkaniach o tym wielkim wydarzeniu. Magistrat miasta Skórcz doznał zaś skurczów twórczych i wystawił Panu Prezydentowi obelisk na Rynku Maślanym. Jest to ponoć pierwszy pomnik Pana Prezydenta po Jego bohaterskiej śmierci na polach smoleńskich. Nie ma jednak obawy. Niebawem, jak Polska długa i szeroka, zaroi się od od obelisków, pomników i popiersi tego męża stanu, co to poległ w obronie wartości.  Dodanej...

Zreformowane służby specjalne naszego kraju prowadzą zakrojone na szeroką skalę dochodzenie, mające na celu ustalenie Autora pomysłu na "pochówek wawelski", ale jak dotąd, zwyczajowo już,  bez rezultatów... Sam Autor jeszcze się nie zgłosił do organów ścigania...

Tymczasem natura nie znosi próżni, trwają starania fatygantów o wolny stołek prezydencki. Występuje dziesięciu graczy, ale tak naprawdę liczy sie tylko dwóch: Bronisław Komorowski i Jarosław Kaczyński... Wygra oczywiście George Soros, ale nikt nie zna Jego faworyta, co wprawia w zakłopotanie wolne i niezależne polskie media. To musi być dla nich, dla tych mediów, szalenie traumatyczna sytuacja. Czas zatem pokaże który to...

 

Jan F. Kurkiewicz (emeryt w likwidacji)

16 maj 2010

 

 

Design by: Izabela Kurkiewicz

Copyright (c) 2006 - 2012. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Hit Counter