Jak to z tablicami było, czyli o kolejnym poniżeniu Narodu polskiego przez Moskali...

 

Pamiatkowy kamień położony w miejscu katastrofy polskiego TU-154M przez Gubernatora obwodu smoleńskiego Siergieja AntufajewaNowy Rok 2011 zaczął się całkiem normalnie, jak to w rozwiniętych demokracjach, od wygłaszania orędzi, buńczucznych oświadczeń opozycji i protestów nielicznych już przedstawicieli związków zawodowych, co to „komunę” obaliły. Pierwszy kwartał zszedł właściwie o niczym. Demokratycznie zorganizowane społeczeństwo, lizało rany po okresie świat, przeganiało windykatorów oraz licznych agentów firmy „Provident”. Jedyną rozrywką były groteskowe „dni pamięci”, przez rządzących zwane „dniami nienawiści”, tzn. 10 stycznia, 10 lutego, 10 marca, czyli któraś tam kolejna miesięcznica słynnego „lądowania” smoleńskiego. Nudne już trochę to jest, ale zawsze coś. Żywność co prawda podrożała niemożebnie, ale Naród na takie drobiazgi nie zwraca już uwagi.

Ponieważ lądowania polskich samolotów wojskowych, po których nie ma co zbierać, stały się naszą specjalnością, bardzo na całej awanturze i marszach z pochodniami zyskały rodziny wojskowych, którzy zginęli pod Mirosławcem. Postawiły się bowiem rządzącym, że ich wojskowi równie pięknie się rozbili jak smoleńscy, a pieniądze gdzie. No i władza przyznała taką samą kasę rodzinom zmarłych pod Mirosławcem. Życia im to nie przywróciło, tym wojskowym, ale rodziny trochę pożyją. Minister od kasy państwowej, Wincenty Rostowski, pognał częściowo pasożytów z OFE, ale Naród jest tak już skołowany, że nie za bardzo rozumie jaki to bohaterski czyn. Łyka zatem kłamstwa Balcerowicza o kolejnym „zamachu” tym razem na emerytury Narodu, nie zwracając zupełnie uwagi na to, że ci wszyscy co razem z Balcerowiczem wrzeszczą w imieniu Narodu, żyją właśnie z tych oszukańczych funduszy. Zainteresowanych odsyłam po szczegóły : Leokadia Oręziak - Jak wprowadzono w Polsce OFE. Naród, wyjadając resztki zapasów z ubiegłego roku w skupieniu oczekiwał, jakiż to scenariusz zaplanowali „najbardziej prawdziwi Polacy” na okrągłą rocznicę katastrofy smoleńskiej. Bo faktu, że będzie się działo, nikt nie negował, bowiem „najbardziej prawdziwi Polacy” to już marka, która nie może zawieść w takiej chwili. I Naród się doczekał…

***

Tablice, które mogły spowodować konflikt międzynarodowy, o skutkach nie dajacych się przewidzieć...A było to tak. Wszystko zapięte na ostatni guzik, role podzielone, tam oni, my tu, a Pierwsza Dama  z grupą rodzin, których bliscy zginęli w katastrofie, na pierwszej linii frontu. Pogoda pod psem, jak to u "ruskich", a tu skandal. "Ruscy" w nocy podmienili tablicę pamiątkową i wstawili inną. To policzek dla całego Narodu, zbezczeszczenie pamięci, podeptanie godności i tak na dobrą sprawę NATO powinno interweniować. Aby wyjaśnić bezmiar upokorzenia jakiego doznali "prawdziwi Polacy" oraz "najbardziej prawdziwi Polacy" trzeba się cofnąć do pierwszych dni po katastrofie. Otóż w kilka dni po tej tragedii, rzeczywistej tragedii ludzkiej, Polacy, co to znani są ze swoich uczuć patriotycznych, zaczęli organizować przyjazdy całych grup żałobników z Polski, łazić tam i nazad po resztkach swoich rodaków, po okrwawionych krzakach, zbierać dokumenty, kawałki samolotu, każdy brał co chciał. Tutaj strona rosyjska jakoś zaspała i zamiast pognać to tałatajstwo, a teren ogrodzić i zamknąć, patrzyła się na to wszystko nic nie robiąc. Wreszcie, Gubernator Obwodu Smoleńskiego, Siergiej Antufajew, ocknął się z marazmu i kazał na miejscu katastrofy położyć wielgachny głaz, doprowadził chodnik i wskazał to miejsce jako centralny punkt składania hołdu zmarłym w katastrofie. Nikt "ruskim" nie kazał, nikt z Polski nie wydał "ruskim" takiego polecenia, a oni sami tak od siebie ten głaz umieścili. Nawet nie powołali jakiejś fundacji na ten przykład, tylko wzięli i tym kamieniem przywalili prawdę o katastrofie. Nie mogło to tak być, nasze powinno być na wierzchu.

Pewnej nocy, specgrupa z Polski, uzbrojona w akumulatorowe wiertarki, klucze nasadkowe, pod duchowym przywództwem wdów  Kurtykowej i Mertowej, działając pod szyldem Stowarzyszenia Rodzin "Katyń 2010", wywierciła stosowne dziury i przykręciła tzw. tablicę pamiątkową. Już nazwa Stowarzyszenie Rodzin "Katyń 2010" jest chora samą w sobie, więc trudno wymagać, aby działalność "grupy tablicowej" była normalna. Nikogo nie pytając o zgodę, ani innych rodzin zmarłych w katastrofie, ani władz rosyjskich, ani polskich,  tablicę przyśrubowano jakby to była prywatna działka i prywatna pamięć. Wiadomo przecież od wieków, że "szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie", ale ani tu szlachciców nie widać, a i zagroda  nie nasza. Wszystko jednak zgodnie z polską mentalnością, moralnością i całym jestestwem. Przecież wszyscy wiedzą, że mamy "moralną" wyższość nad "ruskimi", to kogo było się pytać? Ruskich ????

Treść zamieszczona na tablicy też była dziełem potężnych mózgów "najbardziej prawdziwych Polaków", bowiem powiązała tragiczną w skutkach katastrofę lotniczą, ze śmiercią tysięcy polskich oficerów pomordowanych przez NKWD w Katyniu, używając w dodatku słowa "ludobójstwo", gdy tymczasem była to zbrodnia wojenna i określenia "ludobójstwo" w świetle obowiązującego na świecie prawa, nikt nigdy nie zaakceptuje. Trzeba bowiem pamiętać, że te tysiące zamordowanych polskich oficerów spoczywających w Katyniu to zaledwie niewielka część, w stosunku do pomordowanych  przez system stalinowski obywateli radzieckich.

Oczywiście po przykręceniu owej "patriotycznej" tablicy Rosjanie zgłaszali comiesięczne zastrzeżenia, nasze służby dyplomatyczne próbowały coś wyjaśniać, a każda strona trwała przy swoim, licząc po cichu, że sprawa się utrzęsie. Ale się nie utrzęsła i nie przedawniła. Jak Gubernator dowiedział się, że nawiedzi Go Pierwsza Dama, a potem spotkają się przy kamieniu Prezydenci, w przeddzień wizyty Pierwszej Damy Gubernator kazał tablicę odkręcić i przykręcić swoją. Jego na wierzchu. Każdy bowiem przyzna, że lepiej być gubernatorem smoleńskim, niż naczelnikiem wioski gdzieś na południowym Zakaukaziu. Bez dwóch zdań lepiej.  Operację przeprowadził  Gubernator "po polskiemu" czyli nocą. Jego kamień, jego działka, miał prawo. Powstał problem dyplomatyczny, no bo jakże to, taki afront, tablica inna, po co tam jechać. Po drodze gdzieś zagubiono prawdziwą przyczynę pielgrzymek, a mianowicie fakt, że miano uczcić nie kurtykową tabliczkę tylko śmierć Polaków  w katastrofie lotniczej, ale jakoś to uciekło wobec tak niesłychanie bezczelnej prowokacji rosyjskiej. Zmarli mogą poczekać.

Kamień z rosyjską tablcią i prezydenckimi wieńcami. W tym miejscu powstanie kiedyś współny pomnik poswięcony pamięci ofiar katastrofy.W Polsce setki głów pracowało nocą, aby coś wymyśleć. I wymyślono. Na trasie lądowania nieszczęsnego Tupolewa rosła brzoza, a w niej utkwił kawałek samolotu. Tam udała się Pierwsza Dama ze swoimi podopiecznymi i tam też spotkali się dwa dni później Prezydenci Polski i Rosji, składając swoje wieńce. Potem żołnierze kompanii honorowej przenieśli wieńce pod kamień i spoko. Honor Polski został uratowany. Naród odetchnął dzięki brzozie. Takiej zwykłej rosyjskiej brzozie, która urosła gdzie potrzeba. Ona, ta brzoza, uratowała przyszłość stosunków polsko-rosyjskich na długie lata. Tak głęboka bowiem jest polska myśl dyplomatyczna, która nawet rosyjską brzozę potrafi skłonić do współpracy dla dobra Narodu. Gdyby nie ona... strach się nawet bać... Poza spotkaniem z rosyjską brzozą, Prezydenci Polski i Rosji, po raz pierwszy w historii,  spotkali się jeszcze oficjalnie w Katyniu, ale ten "drobiazg" jakoś uszedł uwadze i mediom i "najbardziej prawdziwym Polakom". Bo wiadomo, z Katynia nic więcej wydusić się nie da...

Takie "brzozowe" rozwiązanie, jak i całe uroczystości, zupełnie nie zadowoliły "najbardziej prawdziwych Polaków", co jest zupełnie zrozumiałe.

W niedzielę, w pierwszą rocznicę katastrofy smoleńskiej, przy okazji inauguracji Ruchu Społecznego im. Lecha Kaczyńskiego Zbigniewa Herberta cytował Jarosław Kaczyński. Prezes PiS powiedział: "Zebraliśmy się tutaj ku pamięci prezydenta Rzeczypospolitej, jego małżonki, ale też ku pamięci wszystkich, którzy przed rokiem odeszli od nas, tak niespodziewanie, tak nagle, tak gwałtownie. Można o nich powiedzieć, tak jak powiedział o innych wielki poeta 'zostali zdradzeni o świcie'".

Tak więc, biorąc pod uwagę fakt, że zbliżają się wybory parlamentarne, sprawa "zdradzonych o świcie" jest sprawą rozwojową i będzie dostarczać Narodowi jeszcze wiele wrażeń, wydaje się, że bardzo, bardzo długo... bowiem tylko prawda może nas wyzwolić, a nawet zbawić...

 

Jan F. Kurkiewicz (emeryt w likwidacji)

15 kwietnia 2011

 

 

 

 

Design by: Izabela Kurkiewicz

Copyright (c) 2006 - 2012. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Hit Counter