|
Nasza rodzina Wehikuł czasu
Nasze okolice
Rozmaitości
Jan Chrzan
Ciekawostki z IV RP/III RP |
Gdyby nie Radom, to byście jedli chleb z marmoladą...Czy Polakom wkrótce zajrzy w oczy głód? - Jan F. Kurkiewicz - 3 maja 2008 ***
Tymczasem w piątek 25 czerwca odbył się w Polsce spontaniczny strajk
powszechny na niespotykaną do tej pory skalę. Prym w akcji protestacyjnej wiedli
metalowcy. Ówczesne władze nie przyznali się nigdy w środkach przekazu, że
wywołali ruch protestacyjny robotników na skalę większą niż wszystkie
dotychczasowe ruchy rewolucyjne na ziemi polskiej. Podano do wiadomości jedynie
przypadki skrajne, jak rozruchy w Radomiu i Ursusie koło Warszawy, gdzie
manifestanci wykoleili pociąg. W Radomiu robotnicy z zakładów im. gen. Waltera
(czyli gen. Karola Świerczewskiego) wyszli w pochodzie na miasto, pod Komitetem
Wojewódzkim odbyli zaimprowizowany wiec, a że I sekretarz KW Janusz Prokopiak
nie chciał przemówić do robotników bez instrukcji z Warszawy - siedzibę KW
splądrowano i podpalono, zaś II sekretarza KW tow. Adamczyka za pogardę okazaną
manifestantom rozebrano do bielizny. W drugiej połowie dnia
Wieczorem premier Piotr Jaroszewicz wystąpił w telewizji i odwołał podwyżki cen pod pretekstem, że konsultacje wykazały konieczność przeanalizowania zgromadzonych wniosków. Jednocześnie w całej Polsce zwoływano wiece poparcia dla Edwarda Gierka, na których potępiano radomskich warchołów. Mimo to wdzięczni Polacy żartowali: "Gdyby nie Ursus i Radom, jadłbyś chleb z marmoladą", gdyż o wędlinie nie byłoby mowy. To oczywiście wtedy ten tekst był żartem, dzisiaj stanowi podstawę istnienia licznych prac naukowych. I to jest dopiero żart.... Ciekawe jak dzisiaj myślą aktualni emeryci (jeżeli dożyli obecnych czasów), którzy wtedy z taką furia atakowali decyzję władz centralnych. Dzisiaj nie byłoby takiej manifestacji, bo w Radomiu nie miałby kto wyjść na ulicę: Walter istnieje w formie skansenu, Radoskór odszedł w zapomnienie, "telefony" czyli RWT zajmują się raczej handlem niż produkcją. Radom z kwitnącego miasta stał zapyziałym miasteczkiem z tysiącami bezrobotnych. a ceny jak rosły tak rosną... A rzeczywistość skrzeczy, tylko podpalać nie ma komu i nie ma co... ***
Świat nie uporał się jeszcze z kryzysem bankowym, który kosztował już blisko
900 mld dolarów, a już rozpoczyna się następny związany z szalejącymi cenami
żywności. Biedni wydają więcej Śmierć i głód uderzy w kraje biedne, które już dziś głodują, ale dotknie też krajów rozwijających się, o dużej populacji emerytów, nisko uposażonych, a takich mamy głównie w Polsce. Zgodnie z wyliczeniami Banku Światowego w ciągu trzech lat ceny pszenicy wzrosły aż o 181 proc., ceny kukurydzy i soi o ponad 100 proc., ceny żywności zaś średnio o 83 proc. Przewiduje się, że ceny żywności tak wysokie pozostaną aż do 2015 r. W najbiedniejszych krajach świata ludzie wydają ok. 75 proc. swoich zarobków na żywność, choć odżywiają się bardzo nędznie. Polacy wydają 25–30 proc. na żywność i skala tych wydatków rośnie w zależności od tego jak uboga jest dana rodzina. Bez pomysłu Wydatki na ogrzewanie, gaz, energię, żywność, lekarstwa to standardowo największe wydatki emerytów i ludzi najmniej zarabiających w naszym kraju. A te właśnie ceny galopują i to w sposób wręcz absurdalny i co gorsza nikt nie ma pomysłu co z tym dalej zrobić. Rządy co bardziej zapobiegliwych państw kupują żywność nawet w barterze, zawierają tajne umowy na zakup pszenicy, uzupełniają rezerwy żywnościowe, powodując tym samym coraz większy popłoch i spekulacje funduszy inwestycyjnych oraz globalnych spekulantów. W Polsce najdrożej Już dziś wiele artykułów żywnościowych w Polsce jest droższych niż w Grecji, Portugalii czy we Włoszech. Choć we Włoszech w ciągu roku makaron podrożał o blisko 20 proc., to i tak jest tańszy niż w Polsce. We Francji makaron podrożał o 45 proc., mleko o 20 proc. Podrożała żywność w Słowenii, która dopiero co wprowadziła euro. Ceny ryżu, podstawowego pożywienia Azjatów, wzrosły w ostatnim roku o 147 proc. Podwyżki cen uderzają głównie w emerytów i najbiedniejszych. W wielu dotychczas bogatych krajach w tym starej UE z powodu niskich świadczeń na poziomie 500–700 euro emerytury (choć nasi emeryci mogą o takich sumach tylko pomarzyć) wielu emerytów kradnie żywność, by zaspokoić głód. Czy to samo czeka polskich emerytów, zwłaszcza że u nas ceny żywności rosną najszybciej w Europie (z wyjątkiem Krajów Bałtyckich)? Mylne wyliczenia GUS W stosunku do 2007 r. sery podrożały w Polsce o blisko 30 proc., masło o 25 proc. pieczywo o 15 proc., mleko o 18 proc., drób ok. 25 proc., cytryny o 87 proc., margaryna 25 proc., makaron ok. 18 proc., jajka (10 szt.) ok. 17 proc., schab ok. 15 proc., płyn do zmywania naczyń „Ludwik” ok. 16 proc., mydło ok. 10 proc. Podrożały też wizyty u lekarza, przejazdy, w tym bilety kolejowe, autobusowe, woda, opłaty kanalizacyjne o ok. 10–15 proc., wywóz śmieci do 40 proc. Nie można się więc dziwić, że widząc ile kosztują nas zakupy w sklepie, nie wierzymy w wyliczenia inflacji przez GUS (na poziomie 4,6 proc.). Uderzenie prądem Jakby tego było mało, już niedługo zostaniemy porażeni cenami prądu – będziemy płacić najwięcej za prąd w relacji do płac w UE. Hurtowa cena 1 MWh to ok. 200 zł. Dla wielu oznacza już dziś przejście na gotowanie na piecu i ogrzewanie drewnem. Oby też nie oznaczało czytania przy świecach. Prąd już dziś kosztuje o 30 proc. więcej niż w ub.r. Wzrost cen energii elektrycznej w 2008 r. na poziomie ok. 20 proc. musi znacząco uderzyć w koszty utrzymania. Podniesie również koszty żywności, koszty opłat mieszkaniowych, usług, w tym usług medycznych i transportowych. Już dziś realnie płacimy za prąd 2,5-krotnie więcej niż Grecy, dwukrotnie więcej niż Brytyjczycy i Francuzi i o 50 proc. więcej niż Szwedzi. Dokąd to zmierza? Trzeba pamiętać, że po 1 stycznia 2009 r. ma nastąpić pełne uwolnienie cen energii, co oznacza dalszy wzrost cen w prywatyzowanych zakładach dostarczających energię (RWE Stoen i Vattenfall)? Będzie tylko gorzej W XXI w. mamy akcyzę na prąd i bardzo wysokie obciążenia podatkowe i drogie KWh. Jedną trzecią cen stanowi akcyza i VAT. Unijne naciski, aby zmienić sposób płacenia akcyzy z elektrowni na dostawców wróżą nam kolejne podwyżki. Już na maj 2008 r. zapowiadane są kolejne podwyżki cen energii. Polaków w najbliższych latach czeka wprost dramatyczny wzrost cen energii. Do 2012 r. ceny mają wzrosnąć od 90–100 proc. w porównaniu do 2007 r., czyli do ceny 400–500 zł za 1 MWh. To jedynie początek. Po 2015 r. dramatyczna sytuacja jeszcze się zaostrzy, bo wtedy elektrownie będą zmuszone przepisami unijnymi do zakupu praw do emisji CO2 na wolnym rynku. To będzie kosztowało i wymagało kolejnych podwyżek. Co z podwyżkami pensji? Atak na nasze portfele nastąpi z dwóch stron. Trudno się niewątpliwie spodziewać, że nasze wynagrodzenia i emerytury wzrosną o ok. 90 czy 200 proc. Wygląda na to, że obecnie rządowi nie bardzo zależy, by coś zmienić. Wzrost cen to wzrost inflacji, a to oznacza wyższe wpływy do budżetu państwa. Z kolei szefowie największych spółek z branży energetycznej straszą nas bardzo skutecznie, za pomocą bezkrytycznych mediów i często niekompetentnych dziennikarzy, że prądu może wkrótce zabraknąć, jeśli ceny drastycznie nie wzrosną. Jaki mamy wybór? Albo drogi prąd, albo nie będzie go wcale. Rząd milczy Czarno rysują się warunki życia i koszty utrzymania co najmniej kilku milionów emerytów i rencistów, którzy już dziś ledwo wiążą koniec z końcem. Jednocześnie zbliża się błyskawicznie kompromitacja OFE. Na ile KWh wystarczą żenująco niskie emerytury? Oby za parę lat, ochroniarze w supermarketach nie musieli pilnować półek z żywnością, w obawie przed głodnymi seniorami, tak jak ma to już miejsce w niektórych krajach starej Unii. Już późną jesienią 2008 r. po przeliczeniu wzrostu kosztów utrzymania wynikających z podwyżek w dużej mierze cen regulowanych, za które odpowiada rząd, rozeźleni mogą być już nie tylko emeryci i renciści.
Opracowana na podstawie materiałów Janusza Szewczaka; Autor jest niezależnym analitykiem gospodarczym. Słowa Janusza Szewczaka okazały się prorocze... Poniżej zamieszam link do felietonu jaki ukazał się w Gazecie Wyborczej z dnia 29 października 2011 roku, czyli 3 lata później. Zachęcam do czytania: Radom leży w depresji. Tak smakuje Polakom ta marmolada...
30 październik 2011
|
|
|