|
Nasza rodzina Wehikuł czasu
Nasze okolice
Rozmaitości
Jan Chrzan
Ciekawostki z IV RP/III RP |
Elektrobadacz w elektrobadalni...Czyli Polska tygrysem gospodarczym Europy - Jan F. Kurkiewicz - 1 lipca 2008
A obudzone "polskie" demony miały nieludzką żądzę niszczenia, oraz doskonałe rozeznanie w naszej rzeczywistości; w gruzy obrócono fabryki, stocznie, kopalnie i huty, te zaś które się oparły zostały sprzedane za bezcen. Polaków wygnano na ulicę, bo widać tam jest ich miejsce. I takim dziwnym sposobem miliony Polaków poznało gorzki smak bezrobocia. Używając filmowej metafory Chaplina, zostaliśmy jako naród wkręceni w tryby kapitalizmu. Miliony Polaków poznało całkiem nowe pojęcia takie jak: stopa bezrobocia, zasiłek dla bezrobotnych, pomoc społeczna, upadłość przedsiębiorstw, bankructwa, emigracja zarobkowa, nędza i samobójstwa zrozpaczonych ludzi. Poniekąd pojęcia te w zasadzie były znane, ale nigdy nie dotyczyły nas, Polaków, bezpośrednio. Jak przez gęstą mglę "pomroczności jasnej" pojęcia te docierały do nas i wcześniej, ale to było gdzieś daleko, przez to nierealne, niemożliwe... Wraz z powszechnym bezrobociem i nędzą społeczeństwa, następowała szybka destrukcja stosunków społecznych. Nie na próżno już wieki temu znane było pojęcie, że "jak wieje wiatr historii, pierwsze w górę lecą śmieci"... Nastały złote czasy, istny New Age, dla wszelkiej maści oszustów i hochsztaplerów, wspomaganych hasłem rzuconym przez Wodza "pierwszy milion trzeba ukraść" i tak też się działo i dzieje. Kolejne rządy z zadziwiająca konsekwencja kontynuują poczynania swoich poprzedników prowadząc bizantyjski styl życia "dworu" oraz wyprzedając już naprawdę ostatki tego co nie sprzedały poprzednie ekipy. Kierują się przy tym zasadą egipskich faraonów, że "państwo jest wtedy dobrze zarządzane, kiedy bogacze się bogacą, a biedni biednieją"... a ponieważ nie za bardzo można już coś sprzedać Wytwórnie Papierów Wartościowych drukują w pospiechu tzw. obligacje państwowe, które sprzedaje się za granicę, po śmiesznych cenach i na bardzo wysoki procent. Kiedyś po latach trzeba będzie je wykupić, ale to będzie po latach, kiedy to już tabuny "obrotnych" i "przedsiębiorczych" obywateli naszego zaścianka trafią na listy Forbesa najbogatszych ludzi świata... "Rząd się jakoś wyżywi" powiedział kiedyś do strajkujących robotników prorocze słowa Jerzy Urban. I widać, że wiedział co mówi... Tymczasem prasa wszelkiej maści i wszelkich zapatrywań donosi wszem i wobec o niesłychanym rozwoju naszego kraju, wręcz sugerując, że Polska występuje w roli tygrysa gospodarczego Europy, zapewne niedługo stanie się potęgą światową. PKB rośnie w tempie tak szybkim, że aż trudno sobie wyobrazić co może z tego wyniknąć. Nawet mędrcy z BCC, Centrum Adama Smitha nie są w stanie bliżej sprecyzować skutków takiego sukcesu gospodarczego. Przeczą temu fakty; ogromne bezrobocie, milionowa emigracja zarobkowa i wielka nędza pozostałych w kraju, ale tym rządzący się nie przejmują, bowiem juz wiedzą, że jeżeli fakty są sprzeczne z rzeczywistością, to tym gorzej dla faktów... Właściwie Polska już mogłaby wnosić o powołanie naszego dynamicznie rozwijającego się kraju do grupy państw znanych pod kryptonimem G-8, gdyby nie pewne przeszkody natury wewnętrznej, przeszkody zapewne przejściowe, ale jednak. Otóż nasz wizerunek psuje wielomilionowa rzesza bezrobotnych Polaków i rozrastająca się szybko banda emerytów. Przecież państwo polskie zrobiło wszystko co w ludzkiej mocy dla tych nierobów, a oni nadal istnieją. Powołano w każdym powiatowym mieście Powiatowe Urzędy Pracy ( a w miastach wojewódzkich nawet Wojewódzkie Urzędy Pracy), w urzędach tych zatrudniono setki urzędników z zapałem wypełniających tony zaświadczeń, poświadczeń, utworzono dziesiątki Agencji Pośrednictw Pracy dotowanych z budżetu. Wprowadzono wszelkie dozwolone prawem szykany wobec tych bezrobotnych nierobów, a skutek nadal jest mizerny. Powstało wiele portali internetowych oferujących zatrudnienie każdemu kto tylko się tam zarejestruje. I co, i nic. Przecież na każdy tysiąc bezrobotnych czeka co najmniej jedna atrakcyjna oferta pracy, a niekorzystne wskaźniki jak rosły tak rosną. Polacy do pracy - wezwał w końcu największy Autorytet Naszego Narodu - sam Leszek Balcerowicz - odpowiedziała głucha cisza... I jeszcze ci emeryci, co to masowo się zwalniają i odchodzą na tzw. wcześniejsze emerytury. Tego nie wytrzyma nawet najbogatsze państwo, to kula u nogi. A przecież już w starożytności tacy Spartanie umieli rozwiązać ten problem w sposób wysoce humanitarny... Ja też byłem bezrobotny przez całe 4 lata, zgłaszałem się sumiennie na każde wezwanie Jaśnie Pana Urzędnika miejscowego PUP, ba pisałem do wszystkich wielkich tego świata: prezydenta miasta, wojewody, Pani Prezydentowej RP i na koniec do Pana Prezydenta RP. Odpowiadała mi jeno cisza, ale w tej ciszy delikatne echo grało "spieprzaj dziadu" czy coś w tym rodzaju... przestałem być bezrobotnym na skutek dziwnego zbiegu okoliczności, kiedy z dniem 8 maja 2008 zostałem szczęśliwym emerytem mającym na utrzymaniu 4-osobową rodzinę. Ponieważ media gromkim głosem doniosły o gwałtownym zapotrzebowaniu na "ręce do pracy", i wezwały emerytów do powrotu, nie wytrzymałem nerwowo i ponownie zacząłem szukać tej pracy. Kto by bowiem chciał być wyrzutkiem społecznym, żerującym na zdrowej części społeczeństwa. Państwo czeka, ba Polska czeka na emeryta... Ponieważ działalność PUP-ów i podobnych tworów, obejmuje jeno bezrobotnych, jako biegły w technologii IT, zarejestrowałem się w kilku portalach oferujących usługę pośrednictwa. Mozolnie wypełniłem, a właściwie tylko uzupełniłem dane wpisane kilka lat temu, rozpocząłem proces aplikacji. Największe nadzieje pokładałem w portalu InfoPraca.pl bo wykonany z dużym rozmachem. Jako emerytowany inżynier z bogatym dorobkiem zawodowym nie obiecywałem sobie wiele, ale jakaś tam nadzieja we mnie drzemie... wysyłam zatem tzw. aplikacje na wszelkie pojawiające się ogłoszenia (agencje towarzyskie pomijam) i czekam na księcia z bajki. Poza "rękami do pracy" oferuję również swoje szare komórki. Trafiłem wreszcie na atrakcyjną propozycję pracy w jednej z "dynamicznie" rozwijających się firm województwa świętokrzyskiego, co to niby wytwarza oprawy oświetleniowe. Firma potrzebowała, jak to określiła "elektrobadacza" - no cóż, człowiek przepracował te 35 lat w branży elektrycznej nowoczesnego przemysłu zbrojeniowego, ale nie spotkałem się z takim stanowiskiem. Widać za komuny zacofanie techniczne było ogromne, że nawet hasłowo nic taki opis nie mówi. Stanowisko "elektrobadacza" tak mnie zafascynowało, że złożyłem aplikację i czekałem kilka dni z zapartym tchem. Niestety moja aplikacja została odrzucona. A szkoda, dobra to była okazja, tym bardziej, że ten "elektrobadacz" miał pracować w "elektrobadalni"... Niezmiernie ciekaw jestem, jakiej jakości są produkowane w tymże "przedsiębiorstwie" oprawy oświetleniowe, skoro "menagement" używa takiego słownictwa technicznego... widać imają się chłopy czego popadnie. Tym razem popadło na "elektrykę"... bo poprzednio to chyba była cebula, albo inne uprawy... Inne aplikacje też jak na razie są odrzucane, bowiem prawdopodobnie nie spełniam wymagań, które postawione są bardzo wysoko. Odpadałem również aplikując na stanowisko "inżyniera z wykształceniem co najmniej średnim", no ale co ma zrobić inżynier z wykształceniem co najmniej wyższym i studiach podyplomowych... Do roznoszenia ulotek też się nie nadawałem... Prawdopodobnie zbawca polskiej gospodarki - Leszek Balcerowicz - wysyłając Polaków do pracy miał na myśli jakąś ściśle tajną Balcerowiczowską Dolinę Krzemową co to powstała gdzieś potajemnie w Jemu tylko wiadomym miejscu, lub może ma powstać... Na dzisiaj jednak jest tylko oferta pracy dla wybranych "elektrobadacza w elektrobadalni"... Mrożek się chowa, zawstydzony swoim brakiem wyobraźni... Ja, dornowski "wykształciuch" nawet nie próbuję tego ogarnąć...
Jan F. Kurkiewicz (emeryt w likwidacji) 1 lipca 2008
|
|
|