Bankructwo polskich nadziei...

 

Bez znieczulenia dla naiwnych, ku przestrodze dla rozsądnych... - Jan F. Kurkiewicz - 21 luty 2009


Całkiem niepostrzeżenie, wręcz niezauważalnie minęło 20 lat, od momentu kiedy Polacy podjęli męską decyzję i wyparli się swojej Ojczyzny. Zamówili Okrągły Stół, zaprosili do niego śmietankę polskich demagogów, różnej maści oszustów i przy tym stole, zakąszając i popijając obficie, sprzedali swój kraj. Zamroczeni lejącą się strumieniami wódą (jak zagaił spotkanie Generał Kiszczak: "pierwsze 25 kieliszków pijemy obowiązkowo, potem jak kto chce"), porażeni wizją oczekujących stanowisk, władzy i pieniędzy byli jak ślepcy prowadzeni przez światłych "patriotów" ku przepaści. Poszło jak po maśle... sami organizatorzy tego porażającego wydarzenia, nie mogli uwierzyć w tak łatwy sukces, wietrzyli podstęp. Stąd początki były niemrawe, jakaś tam drobna afera szpiegowska "Proxy", jakiś tam "Telegraf", ale to były tylko wprawki przed prawdziwymi żniwami. Kolejne rządy wyprzedawały co się dało i tak bawili się styropianowo-komunistyczni patrioci w milionerów lata całe, aż miło dzisiaj popatrzeć...

Popatrzmy zatem suche i beznamiętne cyfry:

Zgodnie z danymi NBP zadłużenie tylko Skarbu Państwa:

wrzesień 2005: 432 814,7 mld PLN
wrzesień 2007: 490 072,3 mld PLN

różnica: minus 57,258 mld PLN 

Całkowite zadłużenie to 1 bilion 200 mld PLN, roczna obsługa, a więc odsetki 50 mld PLN,
 

Wymiana handlowa 
 

Głównymi odbiorcami towarów eksportowanych z Polski są kraje rozwinięte. Ich udział w polskim eksporcie wzrósł z 76,3% w 2000 r. do ponad 83% w ostatnich dwóch latach. Szczególnie wyraźny był wzrost pozycji Wspólnego Rynku Europejskiego, którego udział w ciągu ostatnich 6 lat zwiększył się z 69,9% do 77,4%,

Rok 2005

Import 2005: 328 mld PLN 

Export 2005: 288 mld PLN 

Saldo 2005: minus 39 mld PLN 

Rok 2007

Import 2007: 450 mld PLN 

Export 2007: 383 mld PLN 

Saldo 2007 : minus 66 mld PLN 

Polska jako kraj słabo rozwinięty gospodarczo, nie jest  krajem samowystarczalnym, dlatego też od kilkunastu już lat bardziej zwiększa się import niż eksport, co w rezultacie powoduje iż saldo obrotów handlu zagranicznego jest zdecydowanie ujemne. Czynnik ten jest bardzo niekorzystny. Eksportujemy głównie surowce i towary o niewielkim stopniu przetworzenia jak: węgiel, miedź, przetwory mięsne, drewno surowe i siarkę. W świetle handlu zagranicznego nasza gospodarka ma zbyt mały udział. Konieczne jest podjęcie proeksportowego ukierunkowania produkcji (wyroby muszą być lepsze i bardziej poszukiwane na rynkach światowych). Unowocześnienie i wprowadzenie elastycznego systemu zmian produkowanego asortymentu towarów w zależności od zmieniających się potrzeb rynku jest bardzo ważne. Ze względu na rolę tworzenia dochodu narodowego, duży wpływ ma handel zagraniczny, bo to on w znacznym stopniu uzależnia naszą gospodarkę. W Polsce np. gospodarka uzależniona jest od importu (sprowadzania) wielu artykułów. Musimy w całości pokrywać nim (importem) krajowe zapotrzebowanie na ropę naftową (ok. 14mln ton), rudę żelaza, boksyty, fosforyty, apatyty, sole potasowe, w dużym stopniu gaz ziemny, cynę, wełnę, kauczuk syntetyczny, soję i wiele innych surowców oraz nowoczesnych wyrobów przemysłowych. Na import tych towarów konieczne są środki uzyskiwane z eksportu naszych wyrobów, a to jest wielka wadą, bo tego eksportu nie ma.


Dochody
 

Nominalne dochody do dyspozycji brutto w sektorze gospodarstw domowych:

Rozkład grup rok 2000 - 2006

w gospodarstwach indywidualnych w rolnictwie 4.6 % - 5.1%
poza gospodarstwami indywidualnymi w rolnictwie 29% - 29,2%
pracujących najemnie 44,1% - 43,6%
otrzymujących emeryturę i rentę 19,6% - 19,2%
utrzymujących się z niezarobkowych źródeł dochodów 2,6% - 2,2%
pozostałych osób 0,3% - 0,3%

Wartość procentowa do dyspozycji brutto w sektorze gospodarstw domowych


Rok 2000 : 70%
Rok 2006 : 65%
 

Lata 2007-2008 charakteryzowały się silnym wzrostem spożycia indywidualnego. Fenomenowi temu towarzyszył silny wzrost dynamiki wynagrodzeń i dochodu rozporządzalnego przy jednoczesnym spadku stopy oszczędzania. Można również przypuszczać, że wzrost bieżącej konsumpcji wiązał się z faktem, że gospodarstwa domowe bardzo optymistycznie oceniły swoją przyszłą ścieżkę dochodu co umożliwiło przyspieszenie wydatków konsumpcyjnych finansowanych dzięki zaciąganiu kredytów i spadkowi oszczędności.

Wznosząca fala cyklu koniunkturalnego utwierdziła konsumentów, że ich optymistyczne szacunki przyszłego dochodu rzeczywiście się sprawdzają. Jest co najmniej kilka czynników/przesłanek wskazujących na taką niemiłą niespodziankę.

Po pierwsze, ogólne pogorszenie koniunktury. Spowolnienie to zdaje się rozlewać na większość sektorów gospodarki. Pogarszają się również wyniki finansowe.

Po drugie, w związku z hamowaniem podaży znacznemu uszczupleniu podlegać będzie komponent premiowy wynagrodzenia.
O spadkowej tendencji w dynamice wynagrodzeń świadczyć mogą sygnały z danych miesięcznych.

Po trzecie, niemiła niespodzianka w postaci rozminięcia dochodu do dyspozycji z oczekiwaniami gospodarstw domowych skutkować będzie także wzrostem stopy oszczędzania lub przynajmniej jej powrotem do średnich poziomów z poprzednich lat. W tym zakresie należy brać pod uwagę wzrost stopy oszczędności, związany z przewartościowaniem poprzednio sformułowanych oczekiwań, a także oczekiwania na spadek dynamiki dochodu rozporządzalnego i dążenie do odbudowania majątku netto "na czarną godzinę". Jednocześnie należy zauważyć, że odbudowa stopy oszczędności będzie miała miejsce dopiero teraz, gdyż pogorszenie koniunktury nie było oczekiwane w poprzednich miesiącach.

Spadek dynamiki dochodów do dyspozycji oraz prawdopodobny wzrost stopy oszczędzania skutkować będą dodatkowym ograniczeniem dynamiki konsumpcji.

Realizacja dynamiki konsumpcji na tych poziomach oznaczałaby dalsze pogorszenie koniunktury oraz konieczność nowelizacji ustawy budżetowej. Stanowi to dodatkowe ryzyko dla rynków finansowych. Problemy budżetowe to naturalna pożywka dla osłabienia złotego oraz podniesienia długiego końca krzywej dochodowości papierów skarbowych. Względny wzrost rentowności obligacji o długich terminach wykupu przełożyć się może (i już się przekłada) na zmianę struktury finansowania zadłużenia Skarbu Państwa - wzrost emisji papierów o krótkim okresie do wykupu.

***

Te suche, beznamiętnie podane fakty mówią o bankructwie naszego społeczeństwa, o bankructwie sytemu kapitalistycznego. Mówią o tym, że o powrocie do takiej stabilności finansowej jaka miała miejsce w okresie PRL-u możemy juz tylko pomarzyć. Pomimo grozy sytuacji, w głowach Polaków dalej mącą wykształceni przez Balcerowicza tzw. eksperci.

Przytaczam  fragment wywiadu z "Gazety Bankowej" opinię "eksperta" Pana Roberta Gwiazdowskiego:

"...to co się działo przez kilka ostatnich lat, nie miało z kapitalizmem nic wspólnego. Demokratyczny kapitalizm, filozofia liberalna opierały się na idei świętej i nienaruszalnej własności prywatnej. Zapytam teraz, kto był właścicielem spółek na Wall Street? I od razu odpowiem, że faktycznie właścicielem spółek Na Wall Street była i wciąż jest korporacja urzędnicza, która zarządza nie swoimi pieniędzmi i z wielką chęcią sięga do kieszeni podatników. Ci wstrętni kapitaliści, czyli Rockefeller, J.P.Morgan, nie uwierzyliby, widząc co stało się z kapitalizmem i własnością prywatną, z klasą kapitalistów, która za własne decyzje odpowiadała własnym majątkiem. Dzisiejsza klasa zarządzająca wielkimi koncernami nie ma nic wspólnego z klasycznym kapitalizmem-nazywam ją właśnie korporacją urzędniczą. Dlaczego urzędniczą? Bo niewiele różni ich od typowych urzędników. I jedni, i drudzy zarządzają nie swoimi pieniędzmi, ierwsi bawią się pieniędzmi akcjonariuszy, zaś drudzy pieniędzmi podatników (...) Dlatego jeśli słyszę opinię o końcu kapitalizmu, zwracam uwagę, że tak naprawdę na Wall Street wydarzyła się katastrofa urzędnicza, która nie ma nic wspólnego z kapitalizmem lansowanym przez klasyczną filozofie liberalną."

Zatem jest źle, a nawet beznadziejnie, ale to nie kapitalizm. To jakaś bliżej nieokreślona "grupa urzędnicza" doprowadziła do kryzysu światowego, położyła na obie łopatki Wielką Amerykę. Wypowiedź eksperta Gazety Bankowej, zawiera niewątpliwie trochę racji mówiąc, że kryzys powstał z powodu odchyleń od "zdrowych podstaw kapitalizmu". Nie inaczej tłumaczono w dawnych czasach niepowodzenia ekonomiczne innych ustrojach, głosząc hasła "Socjalizm TAK, odchylenia NIE". Skutki znamy z autopsji ( przynajmniej ja znam ze względu na swój wiek). Niewątpliwie tego rodzaju "urzędniczy" kryzys finansowy nie mógłby powstać w systemie "rozwiniętego socjalizmu" bo urzędnicy nie mieliby takiej możliwości manipulacji. Tak czy owak ekspert tłumaczy się jak może, ale moim zdaniem Ameryka po tym szoku już nigdy nie będzie taka jak kiedyś, jeżeli kiedykolwiek się podniesie. Sadząc po skali i zakresie tego zawału, w najlepszym wypadku będzie to trwało dziesięciolecia.

Poprzednie kryzysy Ameryka pokonywała wykorzystując konflikty zbrojne na skalę światowa. Teraz wywołanie takiego konfliktu jest mało prawdopodobne, a jeżeli nawet grupie "trzymającej światową kasę" to się uda, to i tak świat przestanie istnieć. Przynajmniej taki jaki widzimy przez okno.

Wszystko jest możliwe, każde rozwiązanie bowiem jak powiedział francuski znawca rządów pseudo-demokratycznych Alexis de Tocqueville "nie ma takiego okrucieństwa, ani takiej niesprawiedliwości, jakiej nie dopuściłby się rząd, kiedy zabraknie mu pieniędzy". Mówił tak jakby przewidział ostatnie działania polskiego rządu, który dla osiągnięcia doraźnych celów ma zamiar sprzedać za bezcen grupę przedsiębiorstw z branży energetycznej, czyli najpewniejszej w obecnych czasach. Chodzi o 12 mld zł wpływów do budżetu. W tym i przyszłym roku większość ma pochodzić ze sprzedaży trzech państwowych firm energetycznych: Tauronu, Enei i Energi. Po nas choćby potop... i tak od 20 lat. Polska na sprzedaż....
 

Jan F. Kurkiewicz (emeryt w likwidacji)

21 luty 2009

 

ps. a to notka prasowa z połowy lipca 2010.... niezła sumka.

Design by: Izabela Kurkiewicz

Copyright (c) 2006 - 2012. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Hit Counter